Wsparcie i dobre relacje podstawą odporności psychicznej

Wszyscy byli trochę wystraszeni – nowe miejsce, nowa szkoła. Niektórzy w milczeniu rozglądali się po klasie, inni maskowali niepewność nadmiernie głośnym zachowaniem. Wychowawca okazał się bardzo konkretnym człowiekiem. Sprawnie wyjaśnił zasady obowiązujące w liceum, a chwilę później przeszedł do wyboru samorządu klasowego.

– Proponuję, aby przewodniczącym został…

Tu wskazał na mnie. Odmówiłem. Dla chorobliwie nieśmiałego chłopaka, jakim wtedy byłem, samo znalezienie się w obcym środowisku wiązało się z ogromnym stresem, przyjęcie dodatkowej odpowiedzialności wydawało się ponad siły. Jednak sam fakt, że została mi zaproponowana tak odpowiedzialna funkcja, bardzo podniósł moją wiarę we własne możliwości.

wsparcie

Kto ci dał wsparcie?

Wychowawca z liceum był jedną z trzech osób, którym zawdzięczam wsparcie w młodości. A jak to było u ciebie? Czy znajdujesz w swojej przeszłości podobnych ludzi?

Odłóż na moment czytanie tego artykułu i zapisz na kartce papieru imię każdego, kto pomógł ci w życiu. Z tej listy wybierz trzy najważniejsze osoby. A potem przy każdej z nich zanotuj, co było istotą udzielonego wsparcia – miłość, wiara w twoje umiejętności, zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, a może jeszcze coś innego, co dodało ci skrzydeł. Czy te osoby jeszcze żyją? Jeżeli tak, to pomyśl, jak okazać im swoją wdzięczność.

Czym różni się wsparcie od opiekuńczości?

Świadomość, że są ludzie, którzy w razie problemów będą przy tobie, niesłychanie wzmacnia odporność psychiczną. Jednak często utożsamiamy wsparcie z nadopiekuńczością. Człowiek, aby się rozwijać musi mierzyć się z przeszkodami, więc nie usuwajmy ich ludziom spod nóg. Wsparcie nie wiąże się z załatwianiem spraw za kogoś, ani z pracą za kogoś, tylko pomocą wtedy, gdy sobie nie radzi. Nadopiekuńczość kończy się zaś zdecydowanym osłabieniem rezyliencji i niemal zawsze jest szkodliwa dla drugiego człowieka.

Nie zaniedbuj kontaktów, buduj relacje

Obecne czasy sprzyjają samotności. Nigdy wcześniej, aż tak wielu ludzi nie żyło w pojedynkę. Uważamy się za samodzielnych i niezależnych. Do czasu, gdy staniemy oko w oko z niepowodzeniem, które nas przerasta. Wtedy nieuchronnie przychodzi załamanie. Tym większe, im bardziej niezniszczalni wydawaliśmy się dla otoczenia. Może się zdarzyć, że nikt nam nie pomoże, chociaż przez lata pomagaliśmy innym.

Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze osoby uchodzące za silne nie potrafią się przyznawać do słabości. Swoją depresję i wypalenie ukrywają tak długo, jak się tylko da. Po drugie, bliskim nawet przez myśl nie przyjdzie, że ta skała, ta opoka wszystkich i wszystkiego, ma problemy i trzeba jej pomóc.

Aby utrzymywać sprężystość psychiczną na wysokim poziomie dbajmy o to, aby mieć w swoim otoczeniu ludzi, którzy zapewnią nam wsparcie, gdy nadejdą gorsze czasy. A jeżeli takie już nadeszły, to szukajmy osób, na których pomoc możemy liczyć. Bez nich bardzo ciężko będzie stanąć na nogi.

dobre relacje

Jakich ludzi masz w najbliższym otoczeniu?

W tym momencie ponownie przyda ci się kartka papieru i długopis oraz trochę więcej czasu, niż uprzednio. Na początku zrób spis osób, z którymi masz kontakt. Postaraj się, aby lista była możliwie kompletna. Umieść na niej rodzinę, znajomych, a także ludzi z którymi masz kontakt służbowy lub zawodowy. Zapisz też imiona osób, z którymi straciłaś kontakt, ale jest on do odzyskania. Gdy spis będzie gotowy, przyjrzyj się mu uważnie i przy każdym imieniu zanotuj:

  • – czy ta osoba może udzielić mi wsparcia?
  • – jeżeli tak, to w jakim zakresie?
  • – czy jestem gotowa oferowane wsparcie przyjąć?

Od niektórych osób otrzymasz wsparcie tylko w wąskiej dziedzinie, inne pomogą ci bardziej kompleksowo. Obie formy są istotne. Jeżeli jednak chcesz otrzymać cokolwiek, to wpierw musisz nauczyć się prosić o pomoc, a potem ją przyjmować. Dla osób bardzo samodzielnych – jedno i drugie może być niełatwe do przyswojenia.

Nie mam nikogo

Może się zdarzyć, że w swoim otoczeniu nie znajdziesz nikogo, kto zechciałby ci pomóc. Albo nie jesteś w stanie przełamać oporu przed proszeniem o pomoc znajomych. Co wtedy robić? Jest kilka możliwości.

  • – Poszukaj zajęć związanych z twoją pasją np. joga, bieganie, taniec, chór lub fotografia. W grupie obcych, a jednak bliskich pod względem zainteresowań ludzi, łatwiej będzie ci podzielić się swoimi problemami
  • – W wielu miastach odbywają się cykliczne spotkania trenerskie, coachingowe czy też związane z inną formą rozwoju osobistego. Może przychodzić na nie każdy, po uiszczeniu niewielkiej opłaty (30-50 zł.). Zaletą takich spotkań jest nie tylko pogłębienie rozwoju osobistego, ale też spotkanie z ludźmi, którzy są wyczuleni na pomaganie innym
  • – Zapewne prowadzisz jakąś aktywność internetową – piszesz bloga, udzielasz się w grupach fejsbukowych lub na forach związanych z grami czy zdrowym żywieniem. Zdziwisz się, jak chętnie obcy ci ludzie udzielą wsparcia, jeżeli tylko o nie poprosisz
  • – Możesz też zarejestrować się w grze superbetter (pisałem już o niej). Jedną z zasad tej gry jest udzielanie sobie wzajemnej pomocy. Jak twierdzi autorka, Jane McGonigal, dużo łatwiej jest zaproponować komuś wspólne granie niż zwrócić się bezpośrednio o pomoc. Jedyną przeszkodą może być bariera językowa – superbetter jest anglojęzyczne
  • – Nie bój się skorzystać z pomocy ludzi zawodowo wspierających innych – coachów lub terapeutów. Jest to opcja najdroższa z wymienionych, ale też najszybciej przynosi efekty

Jak udzielać wsparcia?

Otrzymywanie wsparcia to jedna strona medalu, drugą jest wspieranie innych. Przejrzyj jeszcze raz spis osób i zastanów się, kogo ty możesz wesprzeć i w jaki sposób. Pomoc innym wcale nie musi iść w parze z ogromnym poświęceniem. Rzadko staniesz przed dylematem goszczenia pod własnym dachem przyjaciół, którym huragan zdewastował rodzinny dom, czy wyłożeniem gotówki, która pomoże wspieranemu odbić się od dna i stanąć na nogi. Zazwyczaj istotne są drobiazgi, które nie kosztują zbyt wiele czasu i energii. Co to może być?

  • – Rozmawiaj, a właściwie naucz się słuchać innych ludzi, powstrzymując się od dawania dobrych rad i przerywania w stylu „miałem podobny, albo nawet gorszy problem”.
  • – Pomóż znajdować pozytywne aspekty. Jeżeli wiesz, że ktoś zmaga się z problemem, zwracaj uwagę na nawet niewielkie sukcesy. Nie chodzi o ogólniki typu „świetnie ci idzie”, tylko zauważanie realnych postępów
  • – Dodawaj otuchy. Cały czas pamiętaj, aby unikać ogólników i skupiać się na konkretach. Na przykład można przypomnieć przyjaciółce, jak dobrze sobie poradziła z podobnym wyzwaniem w przeszłości
  • – Podsuwaj pomysły, które będą opcją, a nie jedynie słusznym rozwiązaniem. Nie obrażaj się, jeżeli druga strona z nich nie skorzysta
  • – Bądź obecna, utrzymuj kontakt, który nie musi polegać na codziennym wydzwanianiu do siebie, wystarczy świadomość, że jesteś i pamiętasz. Możesz o swojej obecności przypominać wirtualnie – lajkując posty w mediach społecznościowych, czy też zamieszczając od czasu do czasu ciepłe komentarze
  • więzi

Podsumowanie

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opublikowało 10 zaleceń, jak wzmacniać odporność psychiczną. Na pierwszym miejscu znajduje się budowanie relacji. Jeżeli chcesz stać się osobą odporną psychicznie, to przyjrzyj się swojemu otoczeniu. Czy masz osoby wspierające wokół siebie? Czy potrafisz prosić o pomoc i ją przyjmować? Jakiego wsparcia potrzebujesz?

Zastanów się też, czy ty jesteś wsparciem dla innych? Nie myl przy tym wspierania z nadopiekuńczością, która niesie więcej szkody, niż pożytku. Naucz się uważnego słuchania, dostrzegaj drobne sukcesy bliskich, utrzymuj kontakt.

Przyjrzyj się uważnie swoim relacjom i zadbaj o nie. Poszerzaj krąg otaczających cię osób, angażuj się we wspólne działania. I nie zapomnij podziękować tym, którzy kiedyś w życiu cię wsparli.

 

Jak wyglądają wasze relacje z otoczeniem? Jesteście wspierani i udzielacie wsparcia? Umiecie prosić o pomoc i ją przyjmować? Może wypracowaliście jeszcze inne recepty na okazywanie wsparcia bliskim? Podzielcie się własnym doświadczeniem, będę wdzięczny za wszystkie komentarze.

 

Jak poradzić sobie z porażką?

Nie da się przejść przez życie odnosząc wyłącznie sukcesy. Każdy popełnia błędy, każdego w pewnym momencie dotknie jakieś nieszczęście. Oczywiście wolelibyśmy podążać drogą usłaną płatkami róż, lecz ani to możliwe, ani pożyteczne. Porażki są tak samo niezbędne, jak sukcesy, bez nich nie ma rozwoju. Bardzo mądrze ujął tę kwestię ksiądz Twardowski:

„W życiu najlepiej, kiedy jest nam dobrze i źle. Kiedy jest nam tylko dobrze – to niedobrze”

Nawet najdoskonalsza dbałość o bezpieczeństwo nie uchroni cię przed wszelakimi niepowodzeniami. Więc, czy warto aż tyle energii inwestować w ochronę samego siebie i unikanie ryzyka? Jak poradzić sobie z porażką?

Zanim odpowiem ci na to pytanie, wpierw muszę opisać destrukcyjną rolę lęku przed niepowodzeniem oraz wyjaśnić, dlaczego unikanie działania nie jest dobrym rozwiązaniem.

chmury

Stworzeni do pokonywania przeszkód

Najnowsze badania z dziedziny psychologii potwierdzają, że jesteśmy stworzeni do pokonywania trudności. To one sprawiają, że lepiej się uczymy, więcej osiągamy, jesteśmy po prostu szczęśliwsi – szczęście znajdujemy wychodząc ze strefy komfortu, a nie kurczowo się jej trzymając. Pokonywanie trudności w postaci rozwiązywania łamigłówek, uczenia się gry na instrumentach czy szlifowania języków obcych, chroni przed demencją oraz Alzheimerem. Mierzenie się z trudnościami sprzyja rozwojowi, ale im więcej przeszkód do pokonania, tym większe ryzyko porażki.

Ryzykowne dzieciństwo, bezpieczna starość

Dzieciństwo, to istny tor przeszkód. Wielokrotnie upadamy, zanim zaczniemy chodzić. Obijamy sobie kolana i obcieramy inne części ciała ucząc się biegać, łazić po drzewach czy jeździć na rowerze. Z wiekiem stajemy się ostrożniejsi, zaczynamy coraz bardziej dbać o ochronę, aż wreszcie obawa o własne bezpieczeństwo sprawia, że nie podejmujemy ryzyka, zatrzymując się w rozwoju.

Pochwała równowagi

Ryzykowanie czy dbanie o bezpieczeństwo nie są same w sobie czymś złym. Szkodliwy jest nadmiar jednego lub drugiego. Ryzykanckie zachowania, lekceważenie wszelki zasad bezpieczeństwa, prowadzą do działań kwalifikujących człowieka do nagrody Darwina (przyznawana ludziom, którzy zginęli z powodu własnej głupoty). Nieustanna ochrona i zabezpieczanie się przed wszystkim, co tylko możliwe, prowadzi do stagnacji, odbiera radość życia. Chociaż nie doznajesz porażek, to sukcesów również nie odnosisz.

bezpieczeństwo

Lęk przed porażką – skąd się bierze?

Każda porażka, co oczywiste, jest bolesna. Ale jakie lęki szczególnie odwodzą nas od podejmowania działania?

Przede wszystkim perfekcjonizm – sama świadomość, że nie jesteśmy czegoś wykonać idealnie, powoduje odkładanie działania na bliżej nieokreślony czas.

Obawa przed ośmieszeniem – mamy głęboko zakorzenione przekonanie, że inni nas obserwują i tylko czekają na nasze potknięcia w celu ich wyszydzenia. Kilka lat temu moja mama spadła z roweru i mocno się potłukła. Jaka była jej pierwsza reakcja? Nie zastanawiała się nad własnymi obrażeniami, uszkodzonym rowerem, tylko najpierw uważnie zlustrowała najbliższą okolice sprawdzając, czy w zasięgu wzroku nie ma nikogo, kto potem mógłby się z niej naśmiewać.

Obawa przed utratą statusu – podobna do poprzedniej. Moja sąsiadka ma kłopoty z kręgosłupem. Poradzono jej aby zaczęła uprawiać nordic walking. Nawet kupiła sobie kije, lecz z nimi nie chodzi. Dlaczego? Aby nie uznano jej za starą, bo z kijami chodzą tylko starzy ludzie.

Obawa przed niepewną przyszłością – lęk z gatunku „czy sobie poradzę?” Przyszłość jawi się tylko w czarnych barwach, mamy niskie poczucie wartości, dlatego latami tkwimy w dołującej pracy czy w toksycznych relacjach.

Jak poradzić sobie z porażką? Zabezpieczenie tyłów

Nicnierobienie jest najlepszym sposobem na uniknięcie porażki, stąd się bierze prokrastynacja, czyli zwlekanie, odkładanie działania w nieskończoność. Studenci, jak powszechnie wiadomo, zazwyczaj uczą się do egzaminów na ostatnią chwilę. Dlaczego tak postępują? Jeżeli pójdą na egzamin nieprzygotowani, to niezdanie nie jest porażką, tylko naturalną konsekwencją nieuczenia się. Natomiast zdanie jest przejawem geniuszu.

Przed porażką zabezpieczamy się też wieszcząc, że to na pewno się nie uda. Gdy rzeczywiście spotka nas niepowodzenie, zawsze z satysfakcją możemy obwieścić: „A nie mówiłem?!”.

popsuty rower

Jak poradzić sobie z porażką, gdy już się przytrafi?

Zawsze możemy udawać, że nic się nie stało. Zupełnie, jak w tym starym dowcipie o góralu:

– Słyszałem, że wczoraj obili was w lesie

– Jaki tam las, ino trzy drzewa!

Innym sposobem jest wyrzucenie z pamięci. Wielokrotnie słyszymy stwierdzenia: „Daj spokój, nie chcę o tym pamiętać, nawet mi nie przypominaj”. Jednak takie „zamiecione pod dywan” sprawy odbiją się traumami w przyszłości

Możemy też porażkę zracjonalizować stosując strategię „kwaśnych winogron” lub „słodkich cytryn”. Ta pierwsza polega na umniejszaniu wartości tego, czego nie zdołaliśmy osiągnąć (nie dostałam wymarzonej pracy, to nawet dobrze, bo tam jest wyjątkowo kiepska atmosfera), ta druga uzasadnia tkwienie w obiektywnie beznadziejnej sytuacji (Może moja szefowa nie jest ideałem, ale przecież ma też dobre cechy charakteru).

Często na porażkę reagujemy zniechęceniem. Upiekłem ciasto, wyszedł zakalec i teraz do końca życia będę twierdził, że po prostu nie mam talentu do wypieków

To nie moja wina

Zwalanie winny na innych to najgorsza z możliwych reakcji na porażkę. „Ja to zawsze mam pecha”, mówisz, albo „w Polsce nie da się nic osiągnąć”, ewentualnie „miałam trudne dzieciństwo”. Winny jest pech, los, Bóg, ewentualnie inni ludzie. Czy naprawdę nie miałaś na nic wpływu i nic od ciebie nie zależało?

Unikanie porażek, unikanie sukcesów

Nie decyduję, nie angażuję się, to nic złego mnie nie spotka. Faktycznie, osoby bierne mają mniejsze szanse na doznawanie niepowodzeń, jednak tym samym skazują siebie na równoczesny brak sukcesów.

Jeżeli unikanie porażek i nadmierna ochrona jest aż tak nieracjonalna, to co robić?

rozbiórka

Jak poradzić sobie z porażką – sprężystość psychiczna

Na pewno w swoim życiu spotkaliście osoby, których porażki nie załamały, którzy niemal z każdego nieszczęścia wychodzili obronną ręką. O takich ludziach mówi się, że posiadają dużą sprężystość psychiczną. Co prawda niepowodzenia ich też przygniatają do ziemi, lecz potem, niczym sprężyny, potrafią szybko się wyprostować. Niektórzy cieszą się wrodzoną rezyliencją (tak z angielskiego określa się sprężystość) inni muszą się jej nauczyć.

Jak poradzić sobie z porażką – od czego zacząć?

Najważniejsze jest wzięcie odpowiedzialności za własne życie. Bo tak naprawdę nie sama porażka jest decydująca, tylko twoja reakcja na niepowodzenie. Jedna osoba, gdy się widowiskowo poślizgnie i wywróci, miesiącami rozpacza nad swoim upadkiem, a gdy się ponownie zdecyduje wyjść na zaśnieżone ulice, postara się o zabezpieczenia w postaci „lin, haków, raków i czekana”. Druga, tak jak córka mojego kolegi, tylko otrzepie kolana i z okrzykiem „chłopaki nie płaczą” popędzi dalej przed siebie.

Bez wzięcia odpowiedzialności, nie masz co myśleć o wzmocnieniu sprężystości psychicznej.

Z książek, które poruszają tematykę, jak poradzić sobie z porażką, polecam „Pozytywną psychologię porażki” autorstwa Pawła Fortuny wydaną Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne. 

Porażka nie zawsze jest tym, czym się wydaje

Bardzo często porażka, nie jest wynikiem działania, tylko interpretacją wyniku, subiektywnym odczuciem. Niejasne? Podam przykład. Kolega przed przyjazdem żony posprzątał mieszkanie. Zrobił to niezwykle dokładnie. Jednak żona oskarżyła go, że straszliwie zapuścił dom podczas jej nieobecności. Każde miało zupełnie inne poczucie porządku – to co dla jednego było sukcesem, dla drugiego okazało się kompletną klapą.

Warto więc sprawdzić, czy to co nazywasz porażką, jest nią naprawdę. Zastanów się więc, czy brak najnowszego modelu smartfona, wakacje spędzone na mazowieckiej wsi zamiast na francuskiej Riwierze oraz 10 letni samochód zamiast nowiutkiego wprost z salonu, to dostateczny powód, by nazywać siebie nieudacznikiem?

Jak poradzić sobie z porażką

Jak poradzić sobie z porażką? Zacznij od poznania siebie

Jeżeli jesteś gotowa wziąć odpowiedzialność za własne życie i potrafisz rozpoznawać prawdziwe niepowodzenia od tych narzuconych, to na początek mam dla ciebie proste ćwiczenie. Proponuję abyś swoją drogę do większej sprężystości psychicznej zaczęła od lepszego poznania samej siebie.  

Jesteś gotowa? Znajdź odrobinę wolnego czasu, podczas którego nikt cię nie będzie niepokoił. Wyłącz rozpraszacze – telefony, tablety, instagramy i facebooki. Zostań tylko z czystymi kartkami i przyborami do pisania. Skup się i zapisz wszystkie niepowodzenia, które ostatnio cię dotknęły. Ćwiczenie może być nieco dołujące, dlatego radzę skoncentrować się na drobiazgach. To nimi zamartwiasz się na co dzień, ich kumulacja prowadzi do przekonania, że nic ci się w życiu nie udaje.

Takie drobiazgi, to surowa mina szefowej, dziwne uśmieszki mijanych na ulicy ludzi, czy raniące słowa zasłyszane od przyjaciółki. Także rozdarte na gwoździu spodnie, przypalony obiad czy rozmazany makijaż. Wybierz najbardziej dokuczliwe przypadki i przeanalizuje je po kolei, zadając sama sobie pytania:

  • – czy to naprawdę była porażka, czy to tylko moja interpretacja?
  • – Jakie lęki budzi we mnie ta sytuacja? Czego się tak naprawdę obawiam?
  • – Jaką strategię obronną zastosowałam?
  • – Jak na to wydażenie zareagowałam? Czy mogłam inaczej?
  • – Jaki miałam wpływ? Co zależało ode mnie?

Szukaj wzorca postępowania w niepowodzeniach. Dorośli ludzie działają dość schematycznie, więc pewnie stosujesz jedną lub dwie strategie obronne nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Nawyk obserwacji

Jak wykorzystać energię porażki do rozwoju, dowiesz się z kolejnego artykułu, które ukaże się już wkrótce. Na razie stań się obserwatorem własnego życia i przyglądaj się wszystkim swoim porażkom, szczególnie tym niewielkim, które nieuchronnie nadejdą w ciągu najbliższych dni. Każde niepowodzenie analizuj pod kątem:

  • – jaki mam wpływ na to czego doświadczam?
  • – Co mogę zmienić, jak inaczej mogę zareagować?

Taka postawa powinna sprawić, że niepowodzenia staną się mniej bolesne, a prawdopodobnie niektórymi z przestaniesz się zamartwiać na stałe.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia w budowaniu własnej sprężystości psychicznej, zapraszam na sesje coachingowe – bezpośrednie lub poprzez skype (zakładka kontakt). Jeżeli nie masz pewności, czy coaching jest dla ciebie, przeczytaj artykuł o coachingu, aby wyrobić sobie zdanie. Zachęcam też do zajrzenia do zakładki Coaching

Jak radzić sobie z porażką – podsumowanie

Życie beze porażek nie jest możliwe. Jesteśmy stworzeni do pokonywania przeszkód, jednak wraz z wiekiem rośnie w nas potrzeba bezpieczeństwa i unikanie ryzyka. Rośnie w nas też lęk przed porażką, który bierze się z perfekcjonizmu lub obaw przed ośmieszeniem, utratą statusu, czy też niepewną przyszłością.

Sądzimy, że nie podejmując decyzji i unikając działania zabezpieczamy się przed porażką, stąd tak częste przypadki odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Staramy się umniejszać znaczenie porażek, zapominać o nich lub racjonalizujemy stosując strategie „kwaśnych winogron” i „słodkich cytryn”. Porażki zniechęcają do podejmowania niektórych aktywności, uznajemy, że po prostu nie mamy talentu. Nierzadko za wszelkie nieszczęścia obwiniamy „innych” – los, Boga, otaczających nas ludzi.

Zamiast bać się, unikać i obwiniać, możemy spróbować stawić czoło porażkom. Szczególnie, gdy przyjmiemy do wiadomości, że nie tylko sprawiają one ból, ale też stanowią informację zwrotną, że coś nie działa, że nie tędy droga.

Aby wzmocnić sprężystość psychiczną, czyli odporność na porażki, musimy zacząć brać odpowiedzialność za własne życie. Powinniśmy też nauczyć się rozpoznawać autentyczne porażki od tych, które narzuciło nam społeczeństwo. A potem poznać własny schemat radzenia sobie z porażką, aby zyskać świadomość, nad czym należy popracować.

Książki rozwojowe, które zmieniły moje życie

W najważniejszych momentach mojego życia, takich, o których mógłbym powiedzieć „od teraz jestem innym człowiekiem” towarzyszyły mi książki rozwojowe. Planowałem przygotować zestawienie dziesięciu lektur, które odegrały ważną rolę w moim rozwoju osobistym, lecz… okazało się, że znakomita większość się zestarzała lub po prostu z nich „wyrosłem”. One były ważne kiedyś, teraz nie budzą większych emocji.

Jednak pozostały trzy książki rozwojowe, które mimo upływu lat nadal z przyjemnością czytam, ciągle mają mi coś ważnego do przekazania, nieustannie się z nich uczę. Jakie to tytuły?

książki rozwojowe

Pierwszą i najważniejszą lekturą, która wywróciła mój sposób myślenia do góry nogami, a jednocześnie zapoczątkowała pasję do rozwoju osobistego, było:

„Przebudzenie” Anthony de Mello

Mało która książka aż tak oddziera ze złudzeń na temat dobra, szczęścia czy miłości. Czytałem „Przebudzenie” kłócąc się z nim zażarcie, nie raz książka lądowała gdzieś w kącie pokoju. Z wieloma tezami nie byłem w stanie się pogodzić, jednak podskórnie czułem, że nie ja lecz autor ma rację. Frustrujące i rozwijające zarazem.

Ludzie nie lubią wychodzić ze swojej strefy komfortu. Będą w niej tkwić uparcie nawet wtedy, kiedy doznają więcej cierpienia niż radości. Nie pragną przebudzenia, nie chcą zmian, uznając, że to świat wokół powinien się dla nich zmienić. Szukamy szczęścia w świecie zewnętrznym, mówimy, „gdyby tylko on mnie kochał”, „gdyby tylko ona mnie doceniła”, „gdybym tylko miał pieniądze” byłbym szczęśliwy. Ale to czy jesteś szczęśliwa/szczęśliwy nie zależy od świata zewnętrznego, tylko od ciebie. To ty wybierasz, czy jesteś szczęśliwy niezależnie od okoliczności. Wystarczy rozejrzeć się wokół – znajdziesz ludzi szczęśliwych, żyjących w niezwykle trudnych warunkach, schorowanych, biednych oraz nieszczęśliwych otoczonych luksusem, sławą, cieszących się fantastycznym zdrowiem.

Przebudzenie

Gdy dobry nastrój uzależniasz od czyjejś pochwały, a zły od nagany, to dajesz ludziom ogromną władzę nad sobą. Przestań przejmować się opiniami innych, a zyskasz kontrolę nad własną osobą, nad własnym szczęściem.

Niełatwo jest streścić „Przebudzenie”, bez spłycenia idei autora. Przeczytajcie sami, chociaż uprzedzam, że lektura nie będzie łatwa.

Kilka lat po „Przebudzeniu” trafiłem na kolejną książkę, która zmieniła moje myślenie o świecie i pomogła przejść przez diagnozę cukrzycy, był to:

„Alchemik” Paulo Cohelio

Wiem, wiem, wielu uznaje „Alchemika” za niewiele wartą bajeczkę. Cóż, mam inne zdanie. Rzeczywiście „Alchemik” został skonstruowany według wzorca dobrze znanego z bajek, ale właśnie bajki, dzięki swojej prostocie, mają ogromne znaczenie terapeutyczne. Przekaz książki Paulo Cohelio brzmi: realizuj marzenia, nie uciekaj przed przeszkodami lecz staraj się z nimi mierzyć, bądź wytrwały i konsekwentny. Proste? Oczywiście, ale właśnie o prostocie zapominamy najczęściej.

Najmocniej w pamięci utkwiła mi scena, gdy okradziony i pozostawiony samotnie w obcym mieście pasterz Santiago prowadzi ze sobą dialog wewnętrzny i dochodzi do wniosku, że „świat można oglądać oczyma nieszczęsnej ofiary kradzieży bądź śmiałka wyruszającego na poszukiwania skarbu”. On wybrał drugie rozwiązanie, większość pozostaje przy pierwszym.Alchemik

Zawsze przypominam sobie tę scenę, gdy znajdę się w sytuacji trudnej, wydawałoby się bez wyjścia. Początkowo problemy czy też porażki powodują, że poddaję się rozpaczy lub odczuwam rozżalenie na niesprawiedliwość tego świata. Lecz potem, gdy zaczynam myśleć racjonalnie, uświadamiam sobie, że mam wybór – mogę zostać nieszczęsną ofiarą losu lub skorzystać z trudnej lekcji, jakiej udzieliło mi życie.

Irvin D.Yalom „Kat miłości” oraz „Mama i sens życia”

Talent terapeutyczny i literacki rzadko kiedy idą w parze. Ten, kto pracuje, jako terapeuta, nie ma czasu na pisanie. Jednak Irvin Yalom w obu dziedzinach poradził sobie znakomicie. Jego książki podobają się nawet osobom, które sceptycznie odnoszą się do psychoterapii, coachingu czy rozwoju osobistego. „Kat miłości” oraz „Mama i sens życia”, to, co prawda dwie osobne pozycje, ale wszystkie zawarte w nich opowieści psychoterapeutyczne, mogłyby się znaleźć w jednym tomie, dlatego potraktowałem je łącznie.

Motywem przewodnim, na którym skupia się autor jest przekonanie, że jeżeli nie weźmiesz odpowiedzialności za własne życie, to nie masz szans na dokonanie w nim zmian. Terapia zaczyna skutkować dopiero wtedy, gdy pacjenci przestają obwiniać za swoje problemy innych ludzi, los czy też Boga.Irvin Yalom

Przyjęcie odpowiedzialności jest kluczowe, ale to dopiero początek drogi do zmian. Nikt nie ruszy z miejsca, jeżeli nie podejmie działania. Trzeba nie tylko chcieć, ale także podejmować decyzje. A podejmowanie decyzji jest trudne, ponieważ każda decyzja na „tak”, niesie konieczność powiedzenia czemuś „nie”. Odpowiedzialność w połączeniu z działaniem skutkują rzeczywistymi zmianami w życiu.

Yalom często porusza niełatwe tematy, od których zazwyczaj uciekamy, zamiatamy je pod dywan. Bohaterowie opowiadań muszą stawić czoła starości, egzystencjalnej samotności czy śmiertelności.

Wszystkim zainteresowanym polecam pozostałe książki Irvina Yaloma, są dobre lub bardzo dobre, jeszcze nie natknąłem się na nic słabego.

Podsumowanie – czego nauczyły mnie książki rozwojowe

Dzięki książkom, o których piszę, przekonałem się, że warto wdrożyć kilka zasad, które sprawiają, że życie nabiera sensu:

  • – Twoje szczęście, to kwestia twojej decyzji, a nie okoliczności
  • – Bierz odpowiedzialność za własne życie, bo tylko wtedy masz na nie realny wpływ
  • – Nie oddawaj władzy nad swoim życiem innym ludziom, usilnie starając się zasłużyć na ich uznanie
  • – Nie uciekaj od działania i podejmowania decyzji
  • – Nie rezygnuj z marzeń i pasji
  • – Problemy i porażki traktuj jako naukę, nie pozwól aby uczyniły z ciebie ofiarę losu
  • – Pamiętaj, że podstawą rozwoju jest ciekawość

Mam nadzieję, że udało mi się zainspirować cię do przeczytania tych trzech, a właściwie czterech książek. Może i ty zechcesz polecić mi swoje najważniejsze lektury? Książki rozwojowe, które zmieniły twoje życie i wciąż są dla ciebie aktualne?

Odwrócona burza mózgów

Jestem zwolennikiem prostych narzędzi. Dlatego tak lubię burzę mózgów. Rozwija kreatywność i niemal zawsze pozwala znaleźć nowe rozwiązania problemu. Wydawałoby się, że o burzy mózgów wiem niemal wszystko, a jednak… dałem się zaskoczyć. Czy słyszeliście o czymś, co zwie się odwrócona burza mózgów?

Przeprowadza się ją bardzo podobnie, jak klasyczną burzę mózgów, tylko nie pracuje się nad celem, ale nad jego przeciwieństwem – „Co zrobić, aby osiągnąć cel zupełnie odwrotny od zamierzonego”.

Ostatnio w grupie trenerów pracowaliśmy nad celem „Jak spieprzyć szkolenie?” (efekt widoczny na zdjęciu). Oczywiście każdy mógł zgłosić jakikolwiek pomysł, który bez żadnej wstępnej oceny zapisywaliśmy na flipcharcie. Naprawdę ciekawie się zrobiło, gdy zaczęliśmy zastanawiać się nad „największym koszmarem”, jaki może przytrafić się szkoleniowcowi.

Samo generowanie pomysłów, chociaż jest zadaniem niewątpliwie kreatywny, przy którym uczestnicy zazwyczaj dobrze się bawią, nie jest celem żadnej burzy mózgów. Po zapisaniu wszystkiego, przychodzi czas na analizę i wyciąganie wniosków.

Można ją wykonać na różne sposoby. Na przykład wypisując od 3 do 5 kluczowych zagadnień, które najbardziej zagrażają projektowi i zastanowić się, jak ich uniknąć. Albo podzielić zagrożenia na kategorie (my tak zrobiliśmy) i pracować nad każdą z kategorii osobno. Wszak, co innego trzeba zrobić, aby uniknąć niepowodzenia spowodowanego brakiem wiedzy, a co innego, gdy kuleje sposób prowadzenia szkolenia. Wreszcie można też podzielić zagrożenia, na łatwe do uniknięcia, w które nie trzeba wiele inwestować oraz trudne do uniknięcia, które wymagają większego nakładu pracy oraz zaangażowania znacznych środków (czasowych lub finansowych).

Zachęcam do wypróbowania odwróconej burzy mózgów i podzielenia się wnioskami w komentarzach

Ćwiczenie zostało przeprowadzone podczas cyklicznego wydarzenia „Podwieczorek trenerski” organizowanego przez Fundację 11 Muz w Łodzi (trenerów z Łodzi gorąco zachęcam do udziału w podwieczorkach). Autorka zdjęcia: Karolina Mikołajczak

Coaching, w czym pomaga i kiedy warto skorzystać?

Wiele mitów narosło wokół coachingu. Nic dziwnego, przecież jest to całkiem młoda dziedzina, a obco brzmiąca nazwa, nie ułatwia zrozumienia. Większość mitów bierze się z niewiedzy oraz z mylenia zawodu coacha z innymi profesjami, chociażby psychoterapeuty czy mówcy motywacyjnego. Coachingowi szkodzą też sami coachowie nadmiernie pazerni na pieniądze lub o zbyt nadętym ego. Nie chcę jednak szukać winnych, tylko wyjaśniać

coaching lot balonem

Czym więc ten coaching naprawdę jest?

Najprościej rzecz ujmując coaching jest metodą udzielania wsparcia drugiemu człowiekowi w rozwiązywaniu jego problemów. Nie jedyną, lecz jedną z wielu. Nie dla każdego i nie w każdej sytuacji nadaje się do zastosowania. Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże ci odkryć czy coaching jest czy nie jest rozwiązaniem dla twoich problemów.

Co wyróżnia coaching od innych metod wsparcia?

Fundamentami coachingu są indywidualizm oraz samodzielność. Indywidualizm, czyli dążenie do znalezienie rozwiązania dedykowanego konkretnemu człowiekowi. To co było skuteczne dla Antka czy Marysi, niekoniecznie pomoże Kasi. Samodzielność, czyli coach wspiera cię w znalezieniu rozwiązań, ale to ty podejmujesz decyzję w jaki sposób i kiedy będziesz działać. Bierzesz odpowiedzialność za rozwiązanie problemu. Za swoją sytuację nie obwiniasz innych ludzi, losu, przypadku czy też Boga. W efekcie znajdujesz nie tylko rozwiązanie bieżącego problemu, lecz także nabywasz umiejętność radzenia sobie z podobnymi przypadkami w przyszłości, bez konieczności sięgania po wsparcie.

Jaka jest rola coacha?

Przede wszystkim coach słucha uważnie. Słowa te wydają się truizmem, ale zastanów się przez chwilę, czy zdarzyło ci się kiedyś być naprawdę wysłuchaną? Czy pamiętasz taką rozmowę, w której ty mówiłaś, a druga osoba ci nie przerywała, nie dawała dobrych rad, nie pouczała, nie sugerowała i nie czekała na pierwszą okazję aby dorwać się do głosu? Już sama świadomość bycia wysłuchanym, pozwala jaśniej myśleć i przybliża do znalezienia rozwiązania.

Zadaje pytania otwarte. Pomiędzy pytaniem otwartym a zamkniętym jest ogromna różnica. Pytania otwarte zaczynają się od słów „co” i „jak”, a zamknięte od „czy”. Wyobraź sobie, że zamierzasz się więcej ruszać, potrzebujesz zintensyfikować wysiłek fizyczny, ale nie wiesz na co się zdecydować, aby kolejny raz nie odpuścić. Jedna osoba zapyta: „co najbardziej lubisz robić, jaki rodzaj aktywności się u ciebie sprawdza?”, druga powie „Czy próbowałaś już ćwiczyć z Chodakowską? Czy nie myślałaś, aby zapisać się na basen?” Pytania otwarte dają ci możliwość samodzielnego wyboru, zamknięte sugerują, co według rozmówcy powinnaś zrobić.

Oczywiście, coach zaproponuje ci też wykonanie wielu różnorakich ćwiczeń, które pozwolą ci odkryć na czym polega istota problemu, gdzie leżą główne trudności, jakie przekonania utrudniają zmianę oraz jakie masz opcje działania. Lecz nie ilość ćwiczeń, a tym bardziej poziom ich komplikacji, świadczy o jakości coachingu, tylko umiejętność słuchania i stawiania pytań.ICF

Jak przebiega praca z coachem?

Za każdym razem trochę inaczej, ale pewne punkty są stałe. Po pierwsze uczysz się, jak poprawnie wyznaczać cele. Jak to, przecież każdy to potrafi? Niestety, nie każdy, o czym świadczy los postanowień noworocznych. Źle sformułowany, zbyt ogólnikowy i niejasny cel uniemożliwia sukces. Jeżeli nie wiesz, gdzie chcesz dojść, to jak zdołasz tam dotrzeć? Metoda SMART, o której już pisałem, jest nadzwyczaj prosta i skuteczna. Tak prosta, że większość korzysta z niej po łebkach, co niweczy jej największe atuty. Najwięcej czasu zajmuje ustalenie mierzalności celu czyli znalezienie odpowiedzi na pytanie: „po czym poznasz, że osiągnęłaś cel?”

Po drugie zaczynasz dostrzegać swój problem z innej perspektywy. Osoby dorosłe lubią podążać utartymi ścieżkami, często nie widząc innych metod działania, niż te, które stosują od lat. Ale, jeżeli cały czas trzymasz się tej samej metody, to jak możesz spodziewać się odmiennych rezultatów? Osobie bezpośrednio zaangażowanej w problem niełatwo spojrzeć nań oczyma bezstronnego obserwatora, potrzebuje wsparcia.

Po trzecie odkrywasz mocne strony i uczysz się, jak je wykorzystywać. W naszej kulturze zarówno proces wychowania, jak i system edukacji nastawione są na wyszukiwanie słabych stron. Istnieje duży społeczny nacisk na niwelowanie braków, a nie rozwijanie tego, do czego masz naturalne predyspozycje. Świadomość mocnych stron sprzyja rozwojowi, jednak nie zawsze twoje talenty są widoczne i oczywiste. Na odkrywaniu mocnych stron i angażowaniu ich w rozwiązywanie problemów bazuje coaching.

Od coacha otrzymasz też informację zwrotną, a nie krytykę czy ocenę. Większość z nas żyje w świecie bez informacji zwrotnej, otoczenie zazwyczaj oferuje nam jedynie pochwałę lub krytykę. Brak rzetelnej informacji uniemożliwia wprowadzenie sensownej zmiany.

Każdą sesję wieńczy plan działania. Bez działania i eksperymentowania, proces planowania, ustalania celów i odkrywania talentów jest niewiele wart.droga

Czym nie zajmuje się coach?

Nie daje gotowych rozwiązań, recept. Nie pociesza i nie lituje się nad twoim nieszczęściem. Nie ocenia i nie wartościuje. Nie aspiruje do bycia twoim guru, czy przewodnikiem duchowym. Nie twierdzi, że możesz wszystko.

Na co musisz być przygotowana decydując się na coaching?

Przede wszystkim na poświęcenie czasu oraz na podjęcie działania. W świecie, gdzie królują pigułki na wszystko, dające natychmiastowe rezultaty, bez zbędnego wysiłku, takie zdanie brzmi niczym herezja. Coaching jest procesem zmiany, a zmiana wymaga pewnej ilości czasu, szczególnie trwała, a nie doraźna zmiana. Oczywiście, zdarzają się osoby, którym wystarczą dwie, góra trzy sesje, by samodzielnie wziąć sprawy w swoje ręce. Większość jednak potrzebuje dłuższej współpracy, trzy-cztero miesięcznej, niekiedy nawet półrocznej, gdyż przyczyna niepowodzeń, zazwyczaj leży dużo głębiej, niż ci się wydaje.

Sukces jest wynikiem działania. Na sesjach coachingowych szukasz przyczyn niepowodzeń oraz sposobów, by im zapobiegać w przyszłości. Pomiędzy sesjami sprawdzasz czy wymyślone rozwiązania mają zastosowanie w praktyce. Brak działania i ograniczenie aktywności jedynie do udziału w sesjach, jest jedną z najczęstszych przyczyn niepowodzenia coachingu.

Kiedy coaching, to strata czasu i pieniędzy

– Kiedy potrzebujesz konkretnego, fachowego doradztwa

– Kiedy jesteś w procesie psychoterapii – nie mieszaj dwóch procesów, skup się na jednym

– Kiedy potrzebna jest pomoc psychiatry lub psychoterapeuty

– Kiedy ktoś cię zmusza, wywiera naciski, a ty nie masz przekonania

– Kiedy jesteś przekonana, że klucz do rozwiązania twoich problemów, znajduje się w rękach innych osób, a ty nie masz na nic wpływu

– Kiedy nie masz ani czasu, ani chęci, by codziennie pracować nad sobą

– Kiedy jesteś przekonana, że nic nie musisz zmieniać w swoim sposobie działania

– Kiedy coaching traktujesz, jako wymówkę dla swoich niepowodzeń. Przychodzisz na sesje, by utwierdzić się w przekonaniu, że to nie zadziała

– Kiedy oczekujesz rezultatów „już” i „natychmiast”, nie masz czasu i cierpliwości, by czekać na rozwiązanie

– Kiedy nie wierzysz w tą całą gadaninę o psychice i rozwoju osobistym, akceptujesz tylko twarde umiejętności praktycznemeta

Podsumowanie

Starałem się stworzyć „wiedzownik” dla tych, którzy zastanawiają się, czy coaching może wnieść coś w ich życie. Przystępny, a jednocześnie wyczerpujący. Nie wiem, czy zbytnio się nie rozpisałem, więc tym, którzy bazują na konkretach, polecam krótkie podsumowanie.

Coaching jest metodą wsparcia w rozwiązaniu problemów. Jego specyfika polega na przekonaniu, że w niektórych sytuacjach słuchanie i zadawanie pytań jest znacznie skuteczniejsze, niż doradzanie i nakazywanie. Rozwiązanie problemu uzależnione jest od indywidualnych predyspozycji klienta, a nie od ogólnych działań „dla każdego”. W trakcie procesu coachingowego uczysz się formułować cele, patrzeć na problem z różnych perspektyw, odkrywasz swoje mocne strony, szukasz nowych rozwiązań. I działasz. W efekcie stajesz się bardziej samodzielnym i odpowiedzialnym za swoje życie człowiekiem.

Chciałbym rozwiać jeszcze jeden mit. Nie jest tak, że możesz wszystko. Każdy ma swoje ograniczenia, poza które nie jest w stanie w danym momencie wyjść i ani coaching, ani inne metody tego nie zmienią. Natomiast dzięki coachingowi odkrywasz, że możesz osiągnąć więcej, niż do tej pory przypuszczałaś i w sposób, który jest bardziej z tobą spójny.

Zapraszam do zapisywania się na newsletter. Otrzymasz informacje o nowych artykułach, szkoleniach oraz materiały dodatkowe przeznaczone wyłącznie dla subskrybentów.

 

Szef w roli coacha, czy to możliwe? Recenzja książki

szef coachemChociaż gospodarka folwarczno-pańszczyźniana odeszła do lamusa ponad sto lat temu, to styl zarządzania polegający na poganianiu batem pracowników, przetrwał do dzisiaj. Dyrektywne zarządzanie sprawdza się w pracach prostych, nudnych, żmudnych, jednak przynosi opłakane skutki, gdy oczekujemy od pracowników czegoś więcej, niż tylko ślepego posłuszeństwa. Na szczęście do świadomości polskiego menedżera powoli dociera fakt, że rozkazy nie idą w parze z samodzielnością i kreatywnością. Dlatego też firmy poszukują innych rozwiązań, bardziej ludzkich form zarządzania. Jedną z nich jest coaching.

Czytaj dalej

5 błędów, których spowolniają budowę marki osobistej

Markę, o czym poprzednio pisałem, można zbudować właściwie w kilku krokach. Ale, tak jak w tańcu, lepiej tych kroków nie mylić. Jakich 5 błędów należy się szczególnie wystrzegać?

piec bledow marki

Czytaj dalej

Jak zorganizować czas w 9 krokach

Nie lubię, gdy czas przecieka mi przez palce. Są dni, gdy w żaden sposób nie jestem w stanie zabrać się do roboty. Mimo planów i obietnic, nie robię dosłownie nic, czuję ogarniającą mnie niemoc, czuję, jak gnuśnieję. Nie lubię tego stanu, wkurza mnie. Złość nie jest żadnym rozwiązaniem, wpędza jedynie w poczucie winy.

Oczywiście, czasami trzeba zrobić przerwę, wziąć urlop od obowiązków, poświęcić dzień, dwa, a nawet cały tydzień na nicnierobienie. Lecz nie można w tym stanie tkwić permanentnie, szczególnie gdy jest się freelancerem i brak motywacji do pracy może przynieść opłakane skutki.

jak zorganizować czas, Dawid Lasociński

Opracowałem więc prywatny zestaw narzędzi naprawczych, który skutecznie pomaga mi opanować przeciekanie czasu. Chcę się z tobą tymi narzędziami podzielić. Pamiętaj jednak, że to, co sprawdziło się u mnie, nie zawsze zadziała u ciebie. Wybieraj i testuj tylko te narzędzia, które pasują do twojego charakteru, osobowości, przyzwyczajeń.

Zaczynamy. Nie zabrzmi to dobrze, ale podstawą jest…

Planowanie

Nie takie na chybcika zapisanie kilku punktów na kartce czy w elektronicznym planerze, lecz pogłębiona autoanaliza. Do generalnego planowanie zabieram się na przełomie roku i ta czynność zajmuje mi od tygodnia do 10 dni. Zwracam szczególną uwagę na dwa aspekty – mierzalność celów (po czym poznam, że cele zostały zrealizowane) oraz ich atrakcyjność. Jeżeli zdaję sobie sprawę dlaczego osiągnięcie celu jest dla mnie tak ważne, mam większą szansę, że nie będzie to jedynie słomiany zapał. Dobrze przygotowane cele, ustalone w zgodzie z moimi wartościami, dają mi duży zastrzyk energii do działania. Więcej o prawidłowym konstruowaniu celów przeczytasz we wcześniejszych artykułach.

Mierzenie efektów

Perfekcyjne rozplanowanie celów niewiele zmieni, jeżeli co jakiś czas nie zmierzysz efektów. Konieczne jest systematyczne monitorowanie postępów i wprowadzanie korekt. Takie podsumowania zawsze robię na początku każdego nowego miesiąca, a kompleksową korektę przeprowadzam raz na kwartał.

Główną przyczyną fiaska planów jest też…

…planowanie zbyt dużo rzeczy do zrobienia za jednym zamachem

Jestem człowiekiem, który do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje różnorodnych aktywności. Zbyt długie skupienie na jednej rzeczy strasznie mnie nuży. Nie wyobrażam sobie pracy w jednym zawodzie i w jednej firmie przez całe życie. Takie podejście skutkuje długą listą różnorakich zadań zaplanowanych każdego dnia. Nierealnie długą. Rozwiązaniem jest ustalenie…

… priorytetów

jak zorganizować czas, Dawid Lasociński

Bardzo pomocnym narzędziem jest macierz Eisenhowera (już ją wcześniej opisałem), jednak zazwyczaj wybieram prostszą metodę, którą nazwałem 2×3. Każdego dnia wyznaczam sobie trzy pilne i proste zadania, oraz trzy ważne dla rozwoju, najczęściej długoterminowe projekty. W pilnych i prostych lądują rachunki do opłacenia, telefony do wykonania, maile do wysłania czy niecierpiące zwłoki rozmowy telefoniczne. Staram się je szybko wykonać i szybko zapomnieć. Ważne i skomplikowane projekty wymagają jednak innego podejścia. Zazwyczaj muszę…

…podzielić je na mniejsze zadania

Zapewne zetknęłaś/zetknąłeś się już z powiedzeniem, że słonia należy zjeść po kawałku? Podzielony na mniejsze porcje słoń nie jest już górą mięsa, tylko strawnym posiłkiem. Słonie, to duże projekty, ich ogrom paraliżuje, podzielone na mniejsze zadania, wydają się być łatwiejsze do ogarnięcia.

Lecz i małe zadania niekiedy potrafię odkładać w nieskończoność. Jest to naturalna reakcja obronna mózgu przed wyjściem ze strefy komfortu. Wtedy sięgam po metodę…

…Kaizen,

czyli podążanie do celu małymi krokami. Tak niewielkimi, że prawie niedostrzegalnymi. Kaizen, ze swoimi mikrodziałaniami może wydawać się śmieszne, lecz okazuje się, że małe kroczki spełniają ogromną rolę, która polega na przestawieniu mózgu z fazy planowania w fazę działania. Efektów nie dostrzega się natychmiast, więc jest to metoda dla cierpliwych, która w dłuższej perspektywie przynosi bardzo trwałe zmiany. Konsekwentnie stosując metodę Kaizen, osiągam najwięcej.

Równie skuteczne są też tak zwane…

…pomidory

Nazwa wywodzi się z włoskiego słowa pomodoro i odnosi się do minutników, które w słonecznej Italii sprzedawane były w kształcie pomidorów. Za prawdziwymi pomidorami nie przepadam, lecz metodę pomodoro uwielbiam. Bardzo skutecznie pomaga mi w organizacji czasu.

Trzy najważniejsze zadania, które zaplanowałem na dany dzień, dzielę na 35 minutowe odcinki. Nastawiam minutnik i nad jednym zadaniem pracuję w skupieniu do czasu usłyszenia sygnału dźwiękowego. Potem funduję sobie 10-15 minutową przerwę. W jednym cyklu jestem w stanie skupić się na trzech pomidorach pod rząd. W ciągu całego dnia zrealizowałem najwięcej sześć pomidorów.

W oryginalnej wersji czas trwania jednego pomidora, to 25 minut i 5-10 minutowa przerwa. Nigdy nie gotuję według przepisów, więc i tę metodę dostosowałem do moich potrzeb. W czasie trwania pomidora nie daj się żadnym rozpraszaczom – wyłącz facebooka, schowaj jedzenie do lodówki, wycisz telefon. Ja dodatkowo, zanim przystąpię do pracy, szykuję czystą kartkę, na której zapisuję pomysły, które nagle przychodzą mi do głowy, a nie są związane z bieżącym projektem. Do pomysłów z kartki wracam dopiero po zakończeniu pomidora

Dużym problemem jest także…

…niekończenie zadań

Porzucam je rozgrzebane w trakcie jakiegoś etapu i gdy ponownie siadam do pracy, to niemal wszystko muszę zaczynać od początku. Niezwykle frustrujące. Skutecznym lekarstwem jest kończenie każdego pomidora dopiero w momencie, gdy zrealizuję pewną zamkniętą całość i zapiszę kolejne działania, jakie muszę wykonać w dalszej kolejności.

jak zorganizować czas, Dawid Lasociński

Godziny pracy

Każdy ma swój czas najlepszej aktywności. Dla mnie są to godziny poranne (staram się wstawać wcześnie) oraz wieczorne. Południe, to praktycznie czas stracony. Dlatego najważniejsze zadania planuję na rano lub wieczór, mniej ważne, nie wymagające kreatywności, zostawiam sobie na resztę dnia.

Rozruszniki

W życiu zdarzają się też złe dni, gdy wszystkie plany i metody biorą w łeb. Rządzi zniechęcenie i depresja. Wtedy każda myśl o pracy wydaje się torturą. Jeżeli nie mogę sobie pozwolić na bezczynność, wtedy z moich planów wybieram trzy możliwie najmniejsze zadania. Takie na 5-10 minut pracy. Ich wykonanie jest tak proste, że jestem w stanie przełamać niemoc. Często dostarczają energii do dalszych, bardziej złożonych zadań, a jeżeli tylko na tej trójce poprzestanę, to później nie mam wyrzutów sumienia, że znowu nic nie zrobiłem. Bez wyrzutów sumienia łatwiej pokonać depresję.

 

Czy znalazłaś/znalazłeś coś dla siebie? Masz zamiar wdrożyć, któryś z pomysłów we własne życie? A może masz swoje sprawdzone metody, którymi możesz podzielić się z czytelnikami w komentarzach?

Macierz Eisenhowera – proste zarządzanie projektami w czasie

Niezwykle proste narzędzie do zarządzania zadaniami w czasie, zwane niekiedy Macierzą Priorytetów. Jak je przygotować? Najpierw należy spisać wszystkie zadania. Ważne oraz trywialne. Następnie bierzemy dużą, czystą kartkę i dzielimy ją na cztery ćwiartki.

W lewej górnej ćwiartce (pole A)

Wpisujemy zadania bardzo pilne i ważne. Trzeba je wykonać natychmiast, brak działania spowoduje opłakane skutki. Znajdą się w niej rzeczy nagłe, jak i zaniedbane. Przygotowanie pilnej prezentacji dla prezesa na jutro, jak i rozliczenie się z podatku w terminie. Tę ćwiartkę czyścimy na bieżąco.

W prawej górnej ćwiartce (pole B)

…znajdą się projekty ważne, ale nie pilne. Będą tutaj wszystkie zadania związane z rozwojem osobistym i zawodowym, jak i relacje rodzinne, czy kontakty przyjacielskie. Wszystko to, co trwale zmienia jakość twojego życia. Studia podyplomowe, nauka angielskiego, czas dla rodziny i dzieci, regularne ćwiczenia fizyczne, medytacja.

W ćwiartce dolnej lewej (pole C)

Znajdują się zadania pilne, lecz niezbyt ważne. Nie mają dla ciebie większego znaczenia, nie mają terminu wykonania, jednak trzeba je jakoś zagospodarować. Z czego się da zrezygnuj, to co możesz deleguj, resztę wykonaj w wolnym czasie, ale nigdy nie stawiaj tych zadań na pierwszym miejscu.

W dolnej prawej ćwiartce (pole D)

Znajdują się czynności niepilne i nieważne. Zazwyczaj pożeracze czasu – telewizja, facebook, niepotrzebne zakupy, plotki.

Na co uważać przy pracy z matrycą?

Przede wszystkim na umiejętne dopasowanie zadań do właściwych ćwiartek. Często zadania pilne, ale nieważne wstawiamy do ćwiartki A, nadając im rangę ważności.

Dla jakości życia najważniejsze są wszystkie zadania z ćwiartki B. Nie zaniedbuj ich. Nie odkładaj na później, nie mów, że nie masz czasu. Koniecznie każdego dnia wykonaj jakieś zadanie z ćwiartki B.

Staraj się, aby czynności z ćwiartek C i D nie stały się tymi, które zazwyczaj wykonujesz. Mówi się, że z ćwiartki D można zupełnie zrezygnować, ale raczej jest to nierealne. Pilnuj, aby zadania niepilne i nieważne pożerały jak najmniej twojego cennego czasu.

Fundament marki osobistej. Jak go zbudować?

Kursy marki osobistej prowadzę już od kilku lat. Wystarczająco długo, aby pokusić się o podsumowanie w oparciu o docierające do mnie informacje zwrotne. Na czym należy się skupić, aby zdobyta wiedza teoretyczna oraz przećwiczone na kursach umiejętności przyniosły jak najwięcej korzyści? Co konkretnie pomogło ludziom, którzy osiągnęli sukces? Poniżej prezentuję pięć kluczowych zasad, o które trzeba zadbać, aby stworzyć solidny fundament marki osobistej. Opowiem też o sukcesie, jaki osiągnęła jedna z prowadzonych przeze mnie grup.

Budowa marki fot.: Dawid Lasocinski

Wernisaż grupy artystycznej „Kierunek”

Czytaj dalej