Zadbaj o mijający rok wracając do dobrych wspomnień

Kończy się listopad, za chwilę będzie już grudzień. Wkrótce Wigilia i Święta. Pewnie myślisz o prezentach dla bliskich, być może niektóre już są kupione? W przedświątecznym rozgardiaszu, chcę ci zaproponować wyzwanie pod nazwą „Mój dobry rok”

Jakoś tak jest, że w każdy nowy rok wchodzimy pełni nadziei na zmianę. Kreślimy plany, podejmujemy postanowienia. A potem… im więcej czasu upłynie od 1 stycznia, tym mniej pozostaje z noworocznego zapału. W listopadzie część osób zapewne myśli – „niech już się ten rok wreszcie skończy, mam nadzieję, że nowy będzie lepszy, bo gorszy już chyba być nie może”. Oczywiście, jest to skrajna postawa, ale faktycznie znakomita większość z nas odpuszcza końcówkę starego roku, plany i zmiany odkładając na początek nowego. Listopad i grudzień kojarzą się co najwyżej z zakupami, porządkami i pluchą za oknem. Dlaczego jednak nie pójść pod prąd przekonaniom i tradycjom, dlaczego nie uczynić końcówki roku wspaniałą? Zatroszcz się więc o mijający rok i pożegnaj się z nim najlepiej, jak tylko się da. W jaki sposób? Chociażby…

Londyn

Wyjazd do Londynu uznaję za swój największy tegoroczny sukces…

wracając od dobrych wspomnień

Wygospodaruj trochę wolnego czasu, kartkę i długopis. Ile potrzebujesz tego czasu? Proponuję rozłożyć zadanie na trzy-cztery dni i poświęcić mu każdorazowo po 10-15 minut. Ważne, aby to były dni następujące po sobie, aby pozostać w procesie. Na kartce zapisuj wszystkie dobre wydarzenia, jakie miały miejsce w tym roku. Zarówno wielkie zwycięstwa, jak i małe sukcesiki. Zagraniczne podróże, awanse w pracy, ważne spotkania z ludźmi, chwile spędzone w przyrodzie czy przelotnie wymienione uśmiechy. Przypomnij sobie jak najwięcej, jestem przekonany, że odkryjesz nie mniej niż 20 sukcesów.

Gdy pierwszego dnia usiadłem do wyzwania, z trudem znalazłem pięć wydarzeń, które mogłem nazwać sukcesami. Myślałem, że nic więcej już nie mam do dodania. A jednak, dzisiaj moja lista zawiera 25 punktów i wciąż szukam kolejnych. Jak do tego doszedłem? Przeglądając zdjęcia, czytając zapiski z kalendarza, rozmawiając z ludźmi oraz dając sobie czas na przemyślenia. Moje mniemanie o mijającym roku wystrzeliło w górę….

Twój własny kod sukcesu

Proces tworzenia listy niezapomnianych wydarzeń mijającego roku jest wartością samą w sobie. Jednak poprawa nastroju, to zdecydowanie za mało. Poszukiwanie wydarzeń, które uznajesz za sukcesy, to wspaniała okazja, aby odkryć mocne strony oraz przyjrzeć się wartościom, które kierują twoim życiem.

Umieść sukcesy po lewej stronie kartki, prawą stronę zostawiając wolną. Potem obok każdego z sukcesów systematycznie wypisuj charakterystyczne dla niego cechy. U mnie wygląda to tak, jak na rysunku na początku artykułu. Gdy skończysz, przyjrzyj się swojemu dziełu. Zapewne odkryjesz, że pewne cechy się powtarzają, inne mogą cię zaskoczyć. U mnie niemal wszędzie powtarzały się kontakty z ludźmi, natomiast zaskoczeniem było odkrycie, że kiedy przestaję mówić „nie”, wtedy zaczynam dostrzegać wspaniałe okazje.

starszy człowiek

Spotkania i rozmowy z ludźmi były związane z tymi momentami, w których czułem się szczęśliwy…

Uporządkowane według twoich kryteriów cechy związane z sukcesami utworzą coś, co nazywam „kodem szczęścia”. Zazwyczaj, nie uświadamiasz sobie, że taki kod istnieje. Dopiero, gdy uważnie przyjrzysz się najlepszym wydarzeniom mijającego roku, zaczynasz dostrzegać pewne prawidłowości. Pomyśl, jak wykorzystać swój „kod szczęścia” w mijającym roku oraz jak na jego bazie zaplanować nowy rok.

W moim kodzie szczęścia znalazła się większość podróży, szczególnie spływy kajakowe, reflacje z ludźmi, zarówno przyjaźnie, jak i przypadkowe rozmowy z zupełnie obcymi osobami, nowe doświadczenia oraz podjęcie się wyzwań, które wykraczały poza moją strefę komfortu i którym miałem z początku wielką ochotę powiedzieć „nie!”. 

Podsumowanie

Według Kena Robinsona, autora książki „Odkryj swój żywioł”, „(…) czterdzieści procent wpływu na nasz poziom szczęścia ma to, co decydujemy się robić, jak myśleć i co czuć – innymi słowy, jak się zachowujemy.” Czyli krótko mówiąc – jesteśmy szczęśliwi, gdy się za takich uważamy. Jeżeli uznajesz, że los doświadcza cię okrutnie, kolekcjonujesz w pamięci wyłącznie porażki, to będziesz czuć się osobą przegraną. Natomiast jeżeli skupisz się na najpiękniejszych wspomnieniach, masz ogromną szansę na bycie człowiekiem szczęśliwym. Jeżeli nie w pełni szczęśliwym, to szczęśliwszym niż obecnie.

spływ kajakowy

Ze wszystkich wyjazdów spływy kajakowe wspominam najlepiej…

Odwrócona burza mózgów

Jestem zwolennikiem prostych narzędzi. Dlatego tak lubię burzę mózgów. Rozwija kreatywność i niemal zawsze pozwala znaleźć nowe rozwiązania problemu. Wydawałoby się, że o burzy mózgów wiem niemal wszystko, a jednak… dałem się zaskoczyć. Czy słyszeliście o czymś, co zwie się odwrócona burza mózgów?

Przeprowadza się ją bardzo podobnie, jak klasyczną burzę mózgów, tylko nie pracuje się nad celem, ale nad jego przeciwieństwem – „Co zrobić, aby osiągnąć cel zupełnie odwrotny od zamierzonego”.

Ostatnio w grupie trenerów pracowaliśmy nad celem „Jak spieprzyć szkolenie?” (efekt widoczny na zdjęciu). Oczywiście każdy mógł zgłosić jakikolwiek pomysł, który bez żadnej wstępnej oceny zapisywaliśmy na flipcharcie. Naprawdę ciekawie się zrobiło, gdy zaczęliśmy zastanawiać się nad „największym koszmarem”, jaki może przytrafić się szkoleniowcowi.

Samo generowanie pomysłów, chociaż jest zadaniem niewątpliwie kreatywny, przy którym uczestnicy zazwyczaj dobrze się bawią, nie jest celem żadnej burzy mózgów. Po zapisaniu wszystkiego, przychodzi czas na analizę i wyciąganie wniosków.

Można ją wykonać na różne sposoby. Na przykład wypisując od 3 do 5 kluczowych zagadnień, które najbardziej zagrażają projektowi i zastanowić się, jak ich uniknąć. Albo podzielić zagrożenia na kategorie (my tak zrobiliśmy) i pracować nad każdą z kategorii osobno. Wszak, co innego trzeba zrobić, aby uniknąć niepowodzenia spowodowanego brakiem wiedzy, a co innego, gdy kuleje sposób prowadzenia szkolenia. Wreszcie można też podzielić zagrożenia, na łatwe do uniknięcia, w które nie trzeba wiele inwestować oraz trudne do uniknięcia, które wymagają większego nakładu pracy oraz zaangażowania znacznych środków (czasowych lub finansowych).

Zachęcam do wypróbowania odwróconej burzy mózgów i podzielenia się wnioskami w komentarzach

Ćwiczenie zostało przeprowadzone podczas cyklicznego wydarzenia „Podwieczorek trenerski” organizowanego przez Fundację 11 Muz w Łodzi (trenerów z Łodzi gorąco zachęcam do udziału w podwieczorkach). Autorka zdjęcia: Karolina Mikołajczak

Coaching, w czym pomaga i kiedy warto skorzystać?

Wiele mitów narosło wokół coachingu. Nic dziwnego, przecież jest to całkiem młoda dziedzina, a obco brzmiąca nazwa, nie ułatwia zrozumienia. Większość mitów bierze się z niewiedzy oraz z mylenia zawodu coacha z innymi profesjami, chociażby psychoterapeuty czy mówcy motywacyjnego. Coachingowi szkodzą też sami coachowie nadmiernie pazerni na pieniądze lub o zbyt nadętym ego. Nie chcę jednak szukać winnych, tylko wyjaśniać

coaching lot balonem

Czym więc ten coaching naprawdę jest?

Najprościej rzecz ujmując coaching jest metodą udzielania wsparcia drugiemu człowiekowi w rozwiązywaniu jego problemów. Nie jedyną, lecz jedną z wielu. Nie dla każdego i nie w każdej sytuacji nadaje się do zastosowania. Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże ci odkryć czy coaching jest czy nie jest rozwiązaniem dla twoich problemów.

Co wyróżnia coaching od innych metod wsparcia?

Fundamentami coachingu są indywidualizm oraz samodzielność. Indywidualizm, czyli dążenie do znalezienie rozwiązania dedykowanego konkretnemu człowiekowi. To co było skuteczne dla Antka czy Marysi, niekoniecznie pomoże Kasi. Samodzielność, czyli coach wspiera cię w znalezieniu rozwiązań, ale to ty podejmujesz decyzję w jaki sposób i kiedy będziesz działać. Bierzesz odpowiedzialność za rozwiązanie problemu. Za swoją sytuację nie obwiniasz innych ludzi, losu, przypadku czy też Boga. W efekcie znajdujesz nie tylko rozwiązanie bieżącego problemu, lecz także nabywasz umiejętność radzenia sobie z podobnymi przypadkami w przyszłości, bez konieczności sięgania po wsparcie.

Jaka jest rola coacha?

Przede wszystkim coach słucha uważnie. Słowa te wydają się truizmem, ale zastanów się przez chwilę, czy zdarzyło ci się kiedyś być naprawdę wysłuchaną? Czy pamiętasz taką rozmowę, w której ty mówiłaś, a druga osoba ci nie przerywała, nie dawała dobrych rad, nie pouczała, nie sugerowała i nie czekała na pierwszą okazję aby dorwać się do głosu? Już sama świadomość bycia wysłuchanym, pozwala jaśniej myśleć i przybliża do znalezienia rozwiązania.

Zadaje pytania otwarte. Pomiędzy pytaniem otwartym a zamkniętym jest ogromna różnica. Pytania otwarte zaczynają się od słów „co” i „jak”, a zamknięte od „czy”. Wyobraź sobie, że zamierzasz się więcej ruszać, potrzebujesz zintensyfikować wysiłek fizyczny, ale nie wiesz na co się zdecydować, aby kolejny raz nie odpuścić. Jedna osoba zapyta: „co najbardziej lubisz robić, jaki rodzaj aktywności się u ciebie sprawdza?”, druga powie „Czy próbowałaś już ćwiczyć z Chodakowską? Czy nie myślałaś, aby zapisać się na basen?” Pytania otwarte dają ci możliwość samodzielnego wyboru, zamknięte sugerują, co według rozmówcy powinnaś zrobić.

Oczywiście, coach zaproponuje ci też wykonanie wielu różnorakich ćwiczeń, które pozwolą ci odkryć na czym polega istota problemu, gdzie leżą główne trudności, jakie przekonania utrudniają zmianę oraz jakie masz opcje działania. Lecz nie ilość ćwiczeń, a tym bardziej poziom ich komplikacji, świadczy o jakości coachingu, tylko umiejętność słuchania i stawiania pytań.ICF

Jak przebiega praca z coachem?

Za każdym razem trochę inaczej, ale pewne punkty są stałe. Po pierwsze uczysz się, jak poprawnie wyznaczać cele. Jak to, przecież każdy to potrafi? Niestety, nie każdy, o czym świadczy los postanowień noworocznych. Źle sformułowany, zbyt ogólnikowy i niejasny cel uniemożliwia sukces. Jeżeli nie wiesz, gdzie chcesz dojść, to jak zdołasz tam dotrzeć? Metoda SMART, o której już pisałem, jest nadzwyczaj prosta i skuteczna. Tak prosta, że większość korzysta z niej po łebkach, co niweczy jej największe atuty. Najwięcej czasu zajmuje ustalenie mierzalności celu czyli znalezienie odpowiedzi na pytanie: „po czym poznasz, że osiągnęłaś cel?”

Po drugie zaczynasz dostrzegać swój problem z innej perspektywy. Osoby dorosłe lubią podążać utartymi ścieżkami, często nie widząc innych metod działania, niż te, które stosują od lat. Ale, jeżeli cały czas trzymasz się tej samej metody, to jak możesz spodziewać się odmiennych rezultatów? Osobie bezpośrednio zaangażowanej w problem niełatwo spojrzeć nań oczyma bezstronnego obserwatora, potrzebuje wsparcia.

Po trzecie odkrywasz mocne strony i uczysz się, jak je wykorzystywać. W naszej kulturze zarówno proces wychowania, jak i system edukacji nastawione są na wyszukiwanie słabych stron. Istnieje duży społeczny nacisk na niwelowanie braków, a nie rozwijanie tego, do czego masz naturalne predyspozycje. Świadomość mocnych stron sprzyja rozwojowi, jednak nie zawsze twoje talenty są widoczne i oczywiste. Na odkrywaniu mocnych stron i angażowaniu ich w rozwiązywanie problemów bazuje coaching.

Od coacha otrzymasz też informację zwrotną, a nie krytykę czy ocenę. Większość z nas żyje w świecie bez informacji zwrotnej, otoczenie zazwyczaj oferuje nam jedynie pochwałę lub krytykę. Brak rzetelnej informacji uniemożliwia wprowadzenie sensownej zmiany.

Każdą sesję wieńczy plan działania. Bez działania i eksperymentowania, proces planowania, ustalania celów i odkrywania talentów jest niewiele wart.droga

Czym nie zajmuje się coach?

Nie daje gotowych rozwiązań, recept. Nie pociesza i nie lituje się nad twoim nieszczęściem. Nie ocenia i nie wartościuje. Nie aspiruje do bycia twoim guru, czy przewodnikiem duchowym. Nie twierdzi, że możesz wszystko.

Na co musisz być przygotowana decydując się na coaching?

Przede wszystkim na poświęcenie czasu oraz na podjęcie działania. W świecie, gdzie królują pigułki na wszystko, dające natychmiastowe rezultaty, bez zbędnego wysiłku, takie zdanie brzmi niczym herezja. Coaching jest procesem zmiany, a zmiana wymaga pewnej ilości czasu, szczególnie trwała, a nie doraźna zmiana. Oczywiście, zdarzają się osoby, którym wystarczą dwie, góra trzy sesje, by samodzielnie wziąć sprawy w swoje ręce. Większość jednak potrzebuje dłuższej współpracy, trzy-cztero miesięcznej, niekiedy nawet półrocznej, gdyż przyczyna niepowodzeń, zazwyczaj leży dużo głębiej, niż ci się wydaje.

Sukces jest wynikiem działania. Na sesjach coachingowych szukasz przyczyn niepowodzeń oraz sposobów, by im zapobiegać w przyszłości. Pomiędzy sesjami sprawdzasz czy wymyślone rozwiązania mają zastosowanie w praktyce. Brak działania i ograniczenie aktywności jedynie do udziału w sesjach, jest jedną z najczęstszych przyczyn niepowodzenia coachingu.

Kiedy coaching, to strata czasu i pieniędzy

– Kiedy potrzebujesz konkretnego, fachowego doradztwa

– Kiedy jesteś w procesie psychoterapii – nie mieszaj dwóch procesów, skup się na jednym

– Kiedy potrzebna jest pomoc psychiatry lub psychoterapeuty

– Kiedy ktoś cię zmusza, wywiera naciski, a ty nie masz przekonania

– Kiedy jesteś przekonana, że klucz do rozwiązania twoich problemów, znajduje się w rękach innych osób, a ty nie masz na nic wpływu

– Kiedy nie masz ani czasu, ani chęci, by codziennie pracować nad sobą

– Kiedy jesteś przekonana, że nic nie musisz zmieniać w swoim sposobie działania

– Kiedy coaching traktujesz, jako wymówkę dla swoich niepowodzeń. Przychodzisz na sesje, by utwierdzić się w przekonaniu, że to nie zadziała

– Kiedy oczekujesz rezultatów „już” i „natychmiast”, nie masz czasu i cierpliwości, by czekać na rozwiązanie

– Kiedy nie wierzysz w tą całą gadaninę o psychice i rozwoju osobistym, akceptujesz tylko twarde umiejętności praktycznemeta

Podsumowanie

Starałem się stworzyć „wiedzownik” dla tych, którzy zastanawiają się, czy coaching może wnieść coś w ich życie. Przystępny, a jednocześnie wyczerpujący. Nie wiem, czy zbytnio się nie rozpisałem, więc tym, którzy bazują na konkretach, polecam krótkie podsumowanie.

Coaching jest metodą wsparcia w rozwiązaniu problemów. Jego specyfika polega na przekonaniu, że w niektórych sytuacjach słuchanie i zadawanie pytań jest znacznie skuteczniejsze, niż doradzanie i nakazywanie. Rozwiązanie problemu uzależnione jest od indywidualnych predyspozycji klienta, a nie od ogólnych działań „dla każdego”. W trakcie procesu coachingowego uczysz się formułować cele, patrzeć na problem z różnych perspektyw, odkrywasz swoje mocne strony, szukasz nowych rozwiązań. I działasz. W efekcie stajesz się bardziej samodzielnym i odpowiedzialnym za swoje życie człowiekiem.

Chciałbym rozwiać jeszcze jeden mit. Nie jest tak, że możesz wszystko. Każdy ma swoje ograniczenia, poza które nie jest w stanie w danym momencie wyjść i ani coaching, ani inne metody tego nie zmienią. Natomiast dzięki coachingowi odkrywasz, że możesz osiągnąć więcej, niż do tej pory przypuszczałaś i w sposób, który jest bardziej z tobą spójny.

Zapraszam do zapisywania się na newsletter. Otrzymasz informacje o nowych artykułach, szkoleniach oraz materiały dodatkowe przeznaczone wyłącznie dla subskrybentów.

 

Szef w roli coacha, czy to możliwe? Recenzja książki

szef coachemChociaż gospodarka folwarczno-pańszczyźniana odeszła do lamusa ponad sto lat temu, to styl zarządzania polegający na poganianiu batem pracowników, przetrwał do dzisiaj. Dyrektywne zarządzanie sprawdza się w pracach prostych, nudnych, żmudnych, jednak przynosi opłakane skutki, gdy oczekujemy od pracowników czegoś więcej, niż tylko ślepego posłuszeństwa. Na szczęście do świadomości polskiego menedżera powoli dociera fakt, że rozkazy nie idą w parze z samodzielnością i kreatywnością. Dlatego też firmy poszukują innych rozwiązań, bardziej ludzkich form zarządzania. Jedną z nich jest coaching.

Czytaj dalej

5 błędów, których spowolniają budowę marki osobistej

Markę, o czym poprzednio pisałem, można zbudować właściwie w kilku krokach. Ale, tak jak w tańcu, lepiej tych kroków nie mylić. Jakich 5 błędów należy się szczególnie wystrzegać?

piec bledow marki

Czytaj dalej

Jak w pięciu krokach zbudować fundament marki

Marka osobista – mieć czy nie mieć? Może to nie jest pytanie godne Hamleta, ale warto, chociaż raz w życiu je sobie postawić i określić, czy zależy ci na satysfakcjonującym życiu zawodowym, czy nie dbasz o to, a praca ma przynosić głównie pieniądze, reszta nie ma większego znaczenia.pieniadze bilon

Praca, to dzieło przypadku

Zdumiewająco często decyzja o drodze zawodowej jest podejmowana przypadkowo, w wyniku impulsu. Zaczyna się od nie do końca przemyślanego wyboru studiów, potem pierwszej pracy, kolejnej i… tak do emerytury. Właściwie jedynym kryterium, jakim się kierujemy jest pensja, rzadziej prestiż. Nie zamierzam cię przekonywać, że pieniądze nie mają znaczenia, lecz najpierw odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić i w jaki sposób, a dopiero potem za ile. Jeżeli skupisz się wyłącznie na pensji, będziesz traktować pracę, jako zło konieczne. W ten sposób szybko staniesz się członkiem społeczności, która nienawidzi poniedziałków, szaleje z radości na myśl o piątku i z utęsknieniem czeka emerytury. Będziesz mieć dużo szczęścia, jeżeli ominie cię wypalenie zawodowe…

Chcesz uniknąć takiej przyszłości?

Zbuduj fundamenty marki osobistej/zawodowej

Marka kojarzy się z topowymi firmami, takimi jak: Adidas, Coca-Cola czy Samsung lub ze znanymi sportowcami, aktorami oraz pisarzami. Jednak na początku każdy był nikim – nieznaną firmą, anonimowym człowiekiem. Każdy zaczynał od fundamentów marki. A można je wznosić na dwa sposoby – wyłącznie na bazie PR i marketingu lub opierając się na wartościach i mocnych stronach. Pierwsza ścieżka jest szybsza, lecz zazwyczaj kreuje ludzi, którzy są znani z tego, że są znani. Druga pozwala stworzyć solidną i stabilną markę, której żaden kryzys nie zniszczy, jednak wymaga systematycznej pracy i dużych pokładów cierpliwości. Zachęcam cię do wyboru tej drugiej drogi.

budowa dzwigi

Marka, tak jak i budynek, musi mieć solidne fundamenty

Sens i poczucie mistrzostwa

Poczucie sensu i dążenie do mistrzostwa, to dwie podstawowe potrzeby psychologiczne człowieka. Działania, w których nie dostrzegasz większego sensu, budzą opór. Potrzebujesz wiedzieć z jakiego powodu coś robisz. I tak samo chcesz mieć poczucie, że w jakiejś dziedzinie jesteś fachowcem. Jeżeli te dwie potrzeby zostawisz niezaspokojone, to będziesz odczuwać wewnętrzną, zazwyczaj nieuświadomioną, frustrację. To ona prowadzi do depresji oraz wypalenia zawodowego. Dlatego budowanie marki trzeba oprzeć na poczuciu sensu oraz na dążeniu do mistrzostwa.

mycie okna

Nawet myjąc okna można osiągnąć poczucie sensu

5 kroków do marki

  1. Po pierwsze cel. Zadaj sobie pytanie „co bym robiła, gdyby pieniądze nie miały znaczenia, gdybym nie musiała się o nie martwić, miała ich pod dostatkiem?” W ten sposób wyłoni się zarys celu.
  2. Im bardziej precyzyjny cel, tym większa szansa na realizację. Dlatego zachęcam do korzystania z narzędzia SMART (pisałem już o tej metodzie). Koniecznie odpowiedz sobie na pytanie: „po czym konkretnie poznam, że cel został zrealizowany?” Zastanów się czy cel jest dla ciebie wystarczająco atrakcyjny? Wyobraź sobie, że już go zrealizowałaś – czy czujesz się szczęśliwa, odprężona, zadowolona? Jeżeli nie, to przemyśl cel jeszcze raz.
  3. Czy wiesz, jakimi wartościami chcesz się kierować? Wybierz dwie, które są dla ciebie najistotniejsze i pilnuj, aby były one stale obecne w twoim codziennym życiu. Cel sprzeczny z wartościami jest niewiele wart. Myślisz o międzynarodowej karierze w prestiżowej korporacji, a twoją główną wartością jest rodzina, jak to zamierzasz pogodzić?
  4. System edukacyjny w Polsce olbrzymi nacisk kładzie na niwelowanie słabości. Byłaś kiepska z matematyki, a świetnie radziłaś sobie z angielskim? Zamiast rozwijać twój talent językowy, szkoła zmuszała cię do ślęczenia nad sinusami i cosinusami. Zapewne błyskawicznie potrafisz przedstawić listę swoich słabości, natomiast masz problemy z określeniem naturalnych talentów. A przecież każdy je ma. Szybki rozwój jest możliwy wyłącznie w oparciu o mocne strony, więc odkrywaj je i naucz się z nich korzystać. Zastanów się co jest w tobie wyjątkowego, zapytaj o to bliskich, przypomnij sobie największe sukcesy. Nie odpuszczaj, zanim nie znajdziesz co najmniej 20 mocnych stron. Wykorzystaj analizę SWOT.
  5. Naucz się pozytywnie mówić o sobie, zacznij prezentować siebie, jako fachowca. Nie koloryzuj i nie chwal się, lecz przekaż rozmówcy rzetelną i zrozumiałą informację o sobie. Przećwicz, najlepiej przed lustrem, odpowiedź na pytanie – „co robisz, czym się zajmujesz?” Powiedz o tym krótko, w nie więcej niż w trzech zdaniach. Zrozumiale, bez slangu zawodowego. Pozytywna opowieść o tobie jest informacją, której udzielasz zarówno pytającemu, jaki i sobie samej. Świadomość posiadanych kompetencji, wzmacnia poczucie własnej wartości.

    planowanie

    Budowę fundamentów marki zacznij od planowania

Nie zbudujesz marki w jeden dzień

Nie zbudujesz jej też w ciągu tygodnia, czy miesiąca. Tworzenie marki jest procesem przypominającym naukę języka obcego. Na pewno jakiegoś się uczyłaś i wiesz, że najbardziej popłaca systematyczność. Efekty przychodzą w wyniku codziennej pracy, a nie dwóch trzech dni intensywnego kucia. Tak samo jest z marką – pracuj nad nią codziennie i systematycznie, aż staniesz się rozpoznawalna.

Co dalej?

Czy dostrzegasz sens budowania marki? Jeżeli tak, to zachęcam do codziennej pracy nad nią, zapraszam też na coaching lub szkolenie z marki osobistej. A już wkrótce pojawi się artykuł, jakich błędów należy się wystrzegać w trakcie procesu budowy marki.

Nie chcesz przegapić wpisu? Zapisz się na newsletter. Uznajesz artykuł za wartościowy? Podziel się nim na Facebooku

Magia skutecznego sprzątania

Fanem porządków nie byłem nigdy. W dzieciństwie do sprzątania skutecznie zniechęciła mnie matka. Nieustanne awantury o porozrzucane zabawki czy też wywalanie z szafek wprost na podłogę wszystkich moich rzeczy, ponieważ niezbyt starannie ułożyłem je na półkach, odniosły wręcz przeciwny od zamierzonego skutek. Poprzysiągłem, że we własnym mieszkaniu utrzymanie porządku nigdy nie będzie priorytetem. Słowa dotrzymałem. Nie znaczy, że żyję w brudzie, lecz towarzyszy mi stan permanentnego nieładu. Wydawało się, że już nigdy nie ogarnę otaczającego mnie bałaganu, gdy pewnego dnia wpadła w moje ręce książka Magia Sprzątania.

(uwaga: wszystkie cytaty pochodzą z książki)

Metoda czy szaleństwo?

Autorka, Marie Kondo zaczęła pasjonować się porządkowaniem w bardzo wczesnym dzieciństwie, teraz to jest jej zawód. Prezentuje nieszablonowe, żeby nie powiedzieć dziwaczne, podejście do zagadnienia. Trudno nazwać normalną osobę, która wyznaje, że jako nastolatka była „do tego stopnia pochłonięta sprzątaniem, że mój własny pokój przestał mi wystarczać. Po prostu musiałam uporządkować pokoje rodzeństwa i wszystkie inne pomieszczenia w domu”. Po takich słowach, powinienem roześmiać się szyderczo i sprzątnąć książkę sprzed moich oczu. Jednak tego nie zrobiłem, tylko z zapałem zabrałem się za porządkowanie mieszkania, ściśle trzymając się wskazówek Marie Kondo. Dlaczego?!

Ujęła mnie zupełnie odmiennym podejściem do kwestii porządków. Sprzątanie, według metody KonMari, nie jest pospolitą czynnością, lecz czymś w rodzaju filozofii czy medytacji i ma wiele wspólnego z coachingiem. Na czym ta metoda bazuje?

magia sprzątania, porządkowanie ubrań

„Niech porządkowanie stanie się szczególnym wydarzeniem”

Są dwa rodzaje sprzątania – codzienne, czyli odkładanie rzeczy na miejsce i specjalne, które podobno wykonujemy tylko raz w życiu. Jeżeli nie przeprowadzimy sprzątania specjalnego, to codzienne porządki będą skazane na niepowodzenie. Klienci Marie Konde nigdy do niej nie wracają, gdyż nie mają takiej potrzeby. Udaje im się samodzielnie utrzymywać wymarzony porządek.

„Kiedy uporządkujesz swoją przestrzeń, zmieni się całe otoczenie wokół. Zmiana jest na tyle głęboka, że poczujesz, jakbyś żyła w innym świecie”. Aby to osiągnąć, porządkowanie musi przebiegać radykalnie, w żadnym wypadku stopniowo. Taki proces trwa zazwyczaj pół roku i składa się z dwóch części – wyrzucania oraz odkładania na właściwe miejsce. Wyrzucanie poprzedza odkładanie. Bez wyrzucania proces się nie powiedzie.

Jeżeli spodobało ci się to, o czym piszę, będzie mi miło,
gdy polubisz moją stronę na Facebooku i udostępnisz ten wpis :-)
Zachęcam też do zapisywania się na newslettera
(na dole strony wpisz imię oraz adres twojego maila)

Co chcesz osiągnąć?

Zanim jednak zaczniesz namiętnie wynosić z mieszkania worki ze zbędnymi przedmiotami, najpierw wyobraź sobie stan, który chcesz osiągnąć. Bez głębokiej wizualizacji nie uzyskasz trwałego efektu. Wizualizacja nie może być ogólnikowa, typu „chcę żyć w niezagraconej przestrzeni”. Musisz precyzyjnie określić, po czym poznasz, że spełniłaś marzenie.

Przed laty posiadałem niewiele rzeczy. Mogłem je wszystkie przejrzeć w przeciągu najwyżej trzech dni. Taki remanent robiłem raz do roku, decydując, co zostawiam, a czego się pozbywam. Czułem, że panuję nad rzeczami, że mam ich dokładnie tyle ile potrzeba. Niestety, przez lata obrosłem w „piórka” i remanenty się skończyły. Zdecydowana większość posiadanych dóbr nie pełni już żadnej roli użytkowej – są to pamiątki lub tzw. „przydasie”, które niczemu nie służą i prawdopodobnie nigdy niczemu służyć nie będą. Chciałbym wrócić do stanu, gdy miałem kontrolę nad otaczającymi mnie przedmiotami.

Wierzę, że „porządkowanie rzeczy oznacza także uporządkowanie twojej przeszłości”, a „przestrzeń, w której żyjemy, powinna otwierać się dla osoby, którą się stajemy, a nie tej, którą byliśmy w przeszłości”sprzątanie krok po kroku

„Sprzątanie musi się zacząć od wyrzucania rzeczy”

Według jakiego kryterium postępować? Najprostszego z możliwych – zatrzymaj tylko te rzeczy, które dają ci radość. Pomyśl, jak się czujesz, gdy nosisz ubrania, za którymi nie przepadasz? Jak smakuje obiad podany na talerzach, które ci się nie podobają, lecz są w dobrym stanie i szaleństwem byłoby się ich pozbywać, by kupić te wymarzone? Jak wygląda dzień spędzony wśród przedmiotów, które nie sprawiają radości? Jak wpływa na nastrój przestrzeń, za którą nie przepadasz, ale żyjesz w niej, „bo tak”? Naprawdę w takich warunkach chcesz spędzić całe życie? Sądzę, że nie.

Dlatego, weź każdy przedmiot do ręki i zadaj sobie pytanie, czy sprawia ci on radość. „Zatrzymaj tylko te rzeczy, które przemawiają do twojego serca. Zaryzykuj i pozbądź się reszty”. Najtrudniej pewnie będzie z prezentami, lecz „prawdziwym przeznaczeniem prezentu jest bycie przyjętym. Prezenty, to nie rzeczy, a sposób na wyrażenie czyichś uczuć”. Jeżeli nie sprawiają ci radości, pozbądź się ich, ponieważ już spełniły swoją rolę.

Nie pomieszczenie, a kategoria

Nie sprzątaj według lokalizacji, tylko według kategorii. Dlaczego tak? Ponieważ rzeczy tej samej kategorii zapewne trzymasz w różnych lokalizacjach i nawet nie zdajesz sobie sprawy, że mogą się dublować. Po drugie, gdy zgromadzisz wreszcie wszystkie bez wyjątku ubrania, książki, czy też płyty w jednym miejscu, zrozumiesz, jak dużo ich posiadasz. Uważałem się za minimalistę ubraniowego. Jestem facetem i nie poprawiam sobie humoru zakupem pięćdziesiątej pary butów czy setnej torebki, lecz gdy wywlokłem na środek dużego pokoju wszystkie swoje ciuchy, zdziwiłem się niepomiernie. Ta góra łachów nie miała nic wspólnego z minimalizmem! Zmotywowała mnie do pozbycia się większej ilości, niż pierwotnie zamierzałem.magia skutecznego sprzątania

Kolejność porządkowania ma znaczenie

Zaczynaj od kategorii, która wywołuje najmniej sentymentów, a przedmioty, z którymi jesteś najmocniej związana emocjonalnie, zostaw na koniec. „Najlepiej zastosować następującą kolejność: ubrania, książki, papiery, różności (komono), a na samym końcu przedmioty o wartości sentymentalnej i pamiątki.” W dziale Komono mieści się wszystko inne. Od płyt CD/DVD poprzez kosmetyki, aż po elektronikę i akcesoria kuchenne.

Podanej kolejności, nie traktuj niczym prawdy objawionej. Być może twoja hierarchia sentymentalna jest inna. Zbyt wcześnie zabrałem się za porządkowanie książek, do których jestem bardzo przywiązany i niełatwo mi się z nimi rozstać. Przez długi czas nie przechodziłem do kolejnej kategorii i niemal zarzuciłem dalsze sprzątanie.

Jak się pozbywać czyli skuteczne sprzątanie?

W trakcie robienia porządków rośnie góra niepotrzebnych przedmiotów. Często są to rzeczy w dobrym stanie, które komuś mogą się jeszcze przydać. W Polsce niełatwo oddać je nawet za darmo. Jeżeli czegoś nie chcesz wynieść na śmietnik, to masz problem. Niektóre przedmioty można sprzedać za pośrednictwem internetu (OLX, Allegro), a ciekawsze książki za całkiem przyzwoitą cenę nabędą antykwariaty. Jednak większości – nikt nie kupi, nikt nie przyjmie.

Uważaj, by przy okazji porządków nie wpaść w kolejną pułapkę i nie wciskać zbędnych rzeczy rodzinie czy też znajomym. W ten sposób problem zagraconej przestrzeni przeniesiesz na bliskie ci osoby. Nie protestuj, jeżeli sami z siebie coś zabiorą, ale w żaden sposób nie zachęcaj i nie przymuszaj! Wezmą z grzeczności, a potem będą żyć z przedmiotami, których nie cierpią.pomysły na porządek

Odkładaj na miejsce, wtedy nigdy nie będziesz musiała sprzątać

Gdy pozbędziesz się wszystkiego, co nie przynosi radości, możesz przejść do kolejnego kroku – układania. Porządek zostanie zachowany tylko wtedy, gdy przedmioty będą miały swoje miejsce i natychmiast po użyciu, zostaną tam odłożone. Rzeczy jednego rodzaju przechowuj w tym samym miejscu, nie rozkładaj ich po całym mieszkaniu. Ta sama zasada dotyczy osób – każdy ma swoją przestrzeń na swoje rzeczy (swój pokój, swój kąt lub swoją szafkę). Jeżeli masz świadomość, że określone miejsce jest tylko twoje, będziesz tam utrzymywać porządek. Nie rozumiała tego moja matka, która dokładała wszelkich starań, aby nikt z nas nie miał swojej przestrzeni. Nie dbaliśmy więc o coś, co i tak nie było nasze.

Jak układać rzeczy w szafach?

Wyprane ubrania, które zdejmujesz z suszarki, nie powinny być bezładnie wrzucane do szaf czy szuflad. Należy je składać według ściśle określonych reguł. Po pierwsze, powinny być dobrze widoczne, natychmiast po zajrzeniu do szafy. Ten argument jest mi bliski, jeżeli do czegoś nie mam dostępu, to równie dobrze mogę tej rzeczy nie posiadać. Jednak kolejnej zasady przechowywania ubrań, nie byłem w stanie przyswoić. Wydała mi się zbyt dziwaczna. Jaka to zasada?

Zanim zaczniesz układać, wpierw zwizualizuj sobie wnętrze szuflady czy półki w szafie. Następnie złóż ubrania w prostokąty, tak aby można było ustawić je pionowo. Wydaje się to niemożliwe, lecz wielokrotnie złożone ubranie same będzie trzymało się pionu i wbrew obawom, nie pogniecie się. Moja partnerka zastosowała tę metodę i twierdzi, że nie jest to zły pomysł. skuteczne sprzątanie

Czy magia sprzątania zmieniła moje podejście do porządku?

Jeszcze nie wiem, jestem dopiero w połowie drogi, właśnie kończę przeglądać papiery. Zauważam, że już zaczynam czuć się swobodniej w coraz bardziej przestronnym mieszkaniu. Trochę się jednak obawiam, czy nie postępuję zbyt zachowawczo, czy zbyt wiele nie zostawiam. Wyrzuty sumienia nie pozwalają mi wynieść na śmietnik rzeczy, które są jeszcze w całkiem dobrym stanie. Poszukiwania odbiorców zajmują więcej czasu, niż sam proces porządkowania. Z ubraniami uporałem się w tydzień, lecz książki… Mniejsze lub większe piramidy objęły w posiadanie podłogę w przedpokoju. Jeden stos przygotowany do wyniesienia do antykwariatu, drugi do biblioteki, trzeci do sprzedania na Allegro. Przy łóżku piętrzy się kolejna piramida lektur przeznaczonych do ponownego przeczytania. Bardzo nieortodoksyjna piramida, według zasad KonMari nie powinno się tak postępować.

Nie zniechęcam się, wręcz przeciwnie, cieszy mnie myśl o kolejnej kategorii przedmiotów, które wkrótce wylądują na podłodze w dużym pokoju. Wiosna sprzyja porządkom, mam nadzieję przywitać lato w całkowicie odmienionym mieszkaniu.

Jeżeli przeczytasz książkę Magia sprzątani, koniecznie podziel się wrażeniami i doświadczeniem ze swoich własnych porządków.

Jak zorganizować czas w 9 krokach

Nie lubię, gdy czas przecieka mi przez palce. Są dni, gdy w żaden sposób nie jestem w stanie zabrać się do roboty. Mimo planów i obietnic, nie robię dosłownie nic, czuję ogarniającą mnie niemoc, czuję, jak gnuśnieję. Nie lubię tego stanu, wkurza mnie. Złość nie jest żadnym rozwiązaniem, wpędza jedynie w poczucie winy.

Oczywiście, czasami trzeba zrobić przerwę, wziąć urlop od obowiązków, poświęcić dzień, dwa, a nawet cały tydzień na nicnierobienie. Lecz nie można w tym stanie tkwić permanentnie, szczególnie gdy jest się freelancerem i brak motywacji do pracy może przynieść opłakane skutki.

jak zorganizować czas, Dawid Lasociński

Opracowałem więc prywatny zestaw narzędzi naprawczych, który skutecznie pomaga mi opanować przeciekanie czasu. Chcę się z tobą tymi narzędziami podzielić. Pamiętaj jednak, że to, co sprawdziło się u mnie, nie zawsze zadziała u ciebie. Wybieraj i testuj tylko te narzędzia, które pasują do twojego charakteru, osobowości, przyzwyczajeń.

Zaczynamy. Nie zabrzmi to dobrze, ale podstawą jest…

Planowanie

Nie takie na chybcika zapisanie kilku punktów na kartce czy w elektronicznym planerze, lecz pogłębiona autoanaliza. Do generalnego planowanie zabieram się na przełomie roku i ta czynność zajmuje mi od tygodnia do 10 dni. Zwracam szczególną uwagę na dwa aspekty – mierzalność celów (po czym poznam, że cele zostały zrealizowane) oraz ich atrakcyjność. Jeżeli zdaję sobie sprawę dlaczego osiągnięcie celu jest dla mnie tak ważne, mam większą szansę, że nie będzie to jedynie słomiany zapał. Dobrze przygotowane cele, ustalone w zgodzie z moimi wartościami, dają mi duży zastrzyk energii do działania. Więcej o prawidłowym konstruowaniu celów przeczytasz we wcześniejszych artykułach.

Mierzenie efektów

Perfekcyjne rozplanowanie celów niewiele zmieni, jeżeli co jakiś czas nie zmierzysz efektów. Konieczne jest systematyczne monitorowanie postępów i wprowadzanie korekt. Takie podsumowania zawsze robię na początku każdego nowego miesiąca, a kompleksową korektę przeprowadzam raz na kwartał.

Główną przyczyną fiaska planów jest też…

…planowanie zbyt dużo rzeczy do zrobienia za jednym zamachem

Jestem człowiekiem, który do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje różnorodnych aktywności. Zbyt długie skupienie na jednej rzeczy strasznie mnie nuży. Nie wyobrażam sobie pracy w jednym zawodzie i w jednej firmie przez całe życie. Takie podejście skutkuje długą listą różnorakich zadań zaplanowanych każdego dnia. Nierealnie długą. Rozwiązaniem jest ustalenie…

… priorytetów

jak zorganizować czas, Dawid Lasociński

Bardzo pomocnym narzędziem jest macierz Eisenhowera (już ją wcześniej opisałem), jednak zazwyczaj wybieram prostszą metodę, którą nazwałem 2×3. Każdego dnia wyznaczam sobie trzy pilne i proste zadania, oraz trzy ważne dla rozwoju, najczęściej długoterminowe projekty. W pilnych i prostych lądują rachunki do opłacenia, telefony do wykonania, maile do wysłania czy niecierpiące zwłoki rozmowy telefoniczne. Staram się je szybko wykonać i szybko zapomnieć. Ważne i skomplikowane projekty wymagają jednak innego podejścia. Zazwyczaj muszę…

…podzielić je na mniejsze zadania

Zapewne zetknęłaś/zetknąłeś się już z powiedzeniem, że słonia należy zjeść po kawałku? Podzielony na mniejsze porcje słoń nie jest już górą mięsa, tylko strawnym posiłkiem. Słonie, to duże projekty, ich ogrom paraliżuje, podzielone na mniejsze zadania, wydają się być łatwiejsze do ogarnięcia.

Lecz i małe zadania niekiedy potrafię odkładać w nieskończoność. Jest to naturalna reakcja obronna mózgu przed wyjściem ze strefy komfortu. Wtedy sięgam po metodę…

…Kaizen,

czyli podążanie do celu małymi krokami. Tak niewielkimi, że prawie niedostrzegalnymi. Kaizen, ze swoimi mikrodziałaniami może wydawać się śmieszne, lecz okazuje się, że małe kroczki spełniają ogromną rolę, która polega na przestawieniu mózgu z fazy planowania w fazę działania. Efektów nie dostrzega się natychmiast, więc jest to metoda dla cierpliwych, która w dłuższej perspektywie przynosi bardzo trwałe zmiany. Konsekwentnie stosując metodę Kaizen, osiągam najwięcej.

Równie skuteczne są też tak zwane…

…pomidory

Nazwa wywodzi się z włoskiego słowa pomodoro i odnosi się do minutników, które w słonecznej Italii sprzedawane były w kształcie pomidorów. Za prawdziwymi pomidorami nie przepadam, lecz metodę pomodoro uwielbiam. Bardzo skutecznie pomaga mi w organizacji czasu.

Trzy najważniejsze zadania, które zaplanowałem na dany dzień, dzielę na 35 minutowe odcinki. Nastawiam minutnik i nad jednym zadaniem pracuję w skupieniu do czasu usłyszenia sygnału dźwiękowego. Potem funduję sobie 10-15 minutową przerwę. W jednym cyklu jestem w stanie skupić się na trzech pomidorach pod rząd. W ciągu całego dnia zrealizowałem najwięcej sześć pomidorów.

W oryginalnej wersji czas trwania jednego pomidora, to 25 minut i 5-10 minutowa przerwa. Nigdy nie gotuję według przepisów, więc i tę metodę dostosowałem do moich potrzeb. W czasie trwania pomidora nie daj się żadnym rozpraszaczom – wyłącz facebooka, schowaj jedzenie do lodówki, wycisz telefon. Ja dodatkowo, zanim przystąpię do pracy, szykuję czystą kartkę, na której zapisuję pomysły, które nagle przychodzą mi do głowy, a nie są związane z bieżącym projektem. Do pomysłów z kartki wracam dopiero po zakończeniu pomidora

Dużym problemem jest także…

…niekończenie zadań

Porzucam je rozgrzebane w trakcie jakiegoś etapu i gdy ponownie siadam do pracy, to niemal wszystko muszę zaczynać od początku. Niezwykle frustrujące. Skutecznym lekarstwem jest kończenie każdego pomidora dopiero w momencie, gdy zrealizuję pewną zamkniętą całość i zapiszę kolejne działania, jakie muszę wykonać w dalszej kolejności.

jak zorganizować czas, Dawid Lasociński

Godziny pracy

Każdy ma swój czas najlepszej aktywności. Dla mnie są to godziny poranne (staram się wstawać wcześnie) oraz wieczorne. Południe, to praktycznie czas stracony. Dlatego najważniejsze zadania planuję na rano lub wieczór, mniej ważne, nie wymagające kreatywności, zostawiam sobie na resztę dnia.

Rozruszniki

W życiu zdarzają się też złe dni, gdy wszystkie plany i metody biorą w łeb. Rządzi zniechęcenie i depresja. Wtedy każda myśl o pracy wydaje się torturą. Jeżeli nie mogę sobie pozwolić na bezczynność, wtedy z moich planów wybieram trzy możliwie najmniejsze zadania. Takie na 5-10 minut pracy. Ich wykonanie jest tak proste, że jestem w stanie przełamać niemoc. Często dostarczają energii do dalszych, bardziej złożonych zadań, a jeżeli tylko na tej trójce poprzestanę, to później nie mam wyrzutów sumienia, że znowu nic nie zrobiłem. Bez wyrzutów sumienia łatwiej pokonać depresję.

 

Czy znalazłaś/znalazłeś coś dla siebie? Masz zamiar wdrożyć, któryś z pomysłów we własne życie? A może masz swoje sprawdzone metody, którymi możesz podzielić się z czytelnikami w komentarzach?

Macierz Eisenhowera – proste zarządzanie projektami w czasie

Niezwykle proste narzędzie do zarządzania zadaniami w czasie, zwane niekiedy Macierzą Priorytetów. Jak je przygotować? Najpierw należy spisać wszystkie zadania. Ważne oraz trywialne. Następnie bierzemy dużą, czystą kartkę i dzielimy ją na cztery ćwiartki.

W lewej górnej ćwiartce (pole A)

Wpisujemy zadania bardzo pilne i ważne. Trzeba je wykonać natychmiast, brak działania spowoduje opłakane skutki. Znajdą się w niej rzeczy nagłe, jak i zaniedbane. Przygotowanie pilnej prezentacji dla prezesa na jutro, jak i rozliczenie się z podatku w terminie. Tę ćwiartkę czyścimy na bieżąco.

W prawej górnej ćwiartce (pole B)

…znajdą się projekty ważne, ale nie pilne. Będą tutaj wszystkie zadania związane z rozwojem osobistym i zawodowym, jak i relacje rodzinne, czy kontakty przyjacielskie. Wszystko to, co trwale zmienia jakość twojego życia. Studia podyplomowe, nauka angielskiego, czas dla rodziny i dzieci, regularne ćwiczenia fizyczne, medytacja.

W ćwiartce dolnej lewej (pole C)

Znajdują się zadania pilne, lecz niezbyt ważne. Nie mają dla ciebie większego znaczenia, nie mają terminu wykonania, jednak trzeba je jakoś zagospodarować. Z czego się da zrezygnuj, to co możesz deleguj, resztę wykonaj w wolnym czasie, ale nigdy nie stawiaj tych zadań na pierwszym miejscu.

W dolnej prawej ćwiartce (pole D)

Znajdują się czynności niepilne i nieważne. Zazwyczaj pożeracze czasu – telewizja, facebook, niepotrzebne zakupy, plotki.

Na co uważać przy pracy z matrycą?

Przede wszystkim na umiejętne dopasowanie zadań do właściwych ćwiartek. Często zadania pilne, ale nieważne wstawiamy do ćwiartki A, nadając im rangę ważności.

Dla jakości życia najważniejsze są wszystkie zadania z ćwiartki B. Nie zaniedbuj ich. Nie odkładaj na później, nie mów, że nie masz czasu. Koniecznie każdego dnia wykonaj jakieś zadanie z ćwiartki B.

Staraj się, aby czynności z ćwiartek C i D nie stały się tymi, które zazwyczaj wykonujesz. Mówi się, że z ćwiartki D można zupełnie zrezygnować, ale raczej jest to nierealne. Pilnuj, aby zadania niepilne i nieważne pożerały jak najmniej twojego cennego czasu.

Planowanie i osobiste miejsce mocy

Planowanie całego roku nie jest pracą, którą potrafię wykonać w jeden dzień, nie wspominając o jednym noworocznym wieczorze. Potrzebuję całego miesiąca. Dlaczego, aż tak długo?! Po pierwsze mam zbyt dużo pomysłów i ich redukcja do dziesięciu najważniejszych jest żmudna. Po drugie każde postanowienie ubieram w model SMART oraz rozpisuję na mniejsze elementy, aby zbyt duże cele nie zniechęciły mnie do realizacji, gdy nadciągną gorsze dni. I wreszcie na sam koniec określam hierarchię celów od najmniej ważnych do najistotniejszego.miejsce mocy_006

Na ten rok wybrałem cel, który wydaje się być trudny w realizacji, gdyż niełatwo opisać go modelem SMART. Jednak jest on dla mnie tak ważny, że podjąłem wyzwanie. Jaki to cel? Oto on:

„Mam nawyk zauważania wielu dobrych rzeczy, które się dzieją wokół mnie, jestem za nie wdzięczny i doceniam je w momencie, kiedy trwają”.

Dlaczego tak? Z dwóch powodów. Po pierwsze, „od zawsze” doceniam najlepsze wydarzenia dopiero z perspektywy czasu. Wzdycham wtedy z rozrzewnieniem i myślę „Ależ to był szczęśliwy okres w moim życiu, dlaczego tak mało się nim cieszyłem, dlaczego nie wykorzystałem, go w pełni?!”. Po drugie wiem, że człowieka zadowolonego z życia, od malkontenta dzieli tylko niewielka różnica, ten drugi nie dostrzega okazji oraz szans, choćby przedefilowałyby mu po palcach i krzyczały na całe gardło „Hej, tutaj jesteśmy!”. Zamierzam być człowiekiem zadowolonym.

Docenianie tego co dobre, to wspaniała umiejętność, tylko po czym poznam, że ją już posiadam? Wiadomo przecież, że cele niemierzalne, umierają najwcześniej. Co prawda, nie znalazłem satysfakcjonujących mierników, lecz odkryłem rozwiązanie pośrednie. Jakie?

Ustaliłem, że codziennie, najrzadziej raz na dwa dni, będę notował wszystko to, co dobrego wokół mnie się dzieje. Jeżeli wytrwam w postanowieniu do końca roku, to znaczy, że cel został osiągnięty. Już w grudniu kupiłem sobie ładny zeszyt, taki, który cieszy oko, gdy go otwieram. Jest poręczny, mogę go wszędzie ze sobą zabierać. Następnie ustaliłem, co będę zapisywał:

  • – dobre rzeczy, nawet te najdrobniejsze, które się wydarzyły
  • – wszystko to, na co czekam z radością
  • – za co jestem wdzięczny i komu jestem wdzięczny
  • – co dobrego wnoszą w moje życie porażki, niepowodzenia, gorsze chwilemiejsce mocy_005

Poświęcam na to zadanie od 5 do 15 minut. Najlepiej zawsze wykonywać je o tej samej porze. Mnie się nie udaje. Jednak najistotniejszym czynnikiem jest poczucie emocjonalnej więzi z zapisywanym wydarzeniem. W żadnym wypadku nie chodzi o mechaniczne odnotowywanie faktów! Trzeba mieć tę chwilę wyłącznie dla siebie, zatrzymać się, wyskoczyć na moment z kołowrotka spraw dnia codziennego. I tak dochodzimy do tytułowego „osobistego miejsca mocy”.

Jestem zwolennikiem dedykowania miejsc do wykonywanych zadań. Gdzie indziej pracuję, gdzie indziej oglądam filmy i surfuję po internecie, gdzie indziej czytam książki, a w jeszcze innym miejscu planuję i medytuję. Oczywiście, przestrzeń, którą mam do dyspozycji nie jest aż tak duża, nie mam szans, aby podzielić mieszkanie na kwartały specjalnego przeznaczenia. Jeżeli dwie lub więcej czynności wykonuję przy tym samym stole, to do każdej z nich zmieniam aranżację. Gdy jem posiłek, zdejmuję ze stołu laptopa i papiery robocze. Gdy zabieram się do pisania, chowam produkty spożywcze.miejsce mocy_001

„Miejscem mocy” nazywam przestrzeń, gdzie planuję, gdzie krystalizują się marzenia, gdzie rodzą się najlepsze pomysły, gdzie zapisuję wszystkie radości dnia codziennego. W okresie świątecznym „miejsce mocy” wyznacza najbliższe otoczenie choinki. Gdy zaczną sypać się igły i nadchodzi czas, aby rozstać się z drzewkiem, organizuję w domu przytulny kąt, w którym dobrze się czuję i nikt mnie nie niepokoi.

A jak jest u ciebie? Masz swoje miejsce mocy? Jeżeli nie, to gdzie go poszukasz, jak je zorganizujesz?